wtorek, 3 kwietnia 2012

Jest wiele do zdobycia i absolutnie nic do stracenia!

 I felt compelled to forward this and hope you will too.
There is a great deal to gain and absolutely nothing to lose!
Hi Everyone,
Imagine what might happen if every Catholic in the world would pray a
Rosary on the same day! We have an example in October of 1573, when
Europe was saved from the invasion of the mighty Turkish fleet, by the
praying of the Rosary by all Christians!
 
So, on Good Friday, let us all pray a Rosary for peace in the world
and the return of moral values into our communities. If possible,
please pray your Rosary between Noon and 3:00pm.
 
Also, please e-mail this message to every Catholic on your address
list, and ask them to pass it along to every Catholic on their lists.
Let's unite in praying one of the most powerful prayers in existence,
for these intentions, on one of the holiest days in our Church year.
 
God bless all,
 
"I shall pass this way but ONCE.
Any Goodness I can DO; Any Kindness I can SHOW
Let me do it NOW. 
 For I shall Never Pass this way,.. Again


POLSKI
Czułem się zmuszony do przekazania i mam nadzieję, że i ty również to przekażesz dalej!


Jest wiele do zdobycia i absolutnie nic do stracenia!

Witam wszystkich!

Wyobraź sobie, co mogłoby się zdarzyć gdyby każdy katolik na świecie pomodliłby się na
Różańcu w tym samym dniu! Mamy przykład w październiku 1573 roku, kiedy Europa została uratowana przed inwazją potężnej floty tureckiej, przez modlitwę różańcową odmawianą przez wszystkich chrześcijan!
Tak więc, w Wielki Piątek, pomódlmy się wszyscy na różańcu o pokój na świecie
i powrót wartości moralnych w naszych społecznościach. Jeśli to możliwe, proszę módlcie się na różańcu między południem, a godziną 15.00
Również proszę przesłanie tej wiadomości do każdego katolika ze swej listy, i poproś ich, aby przekazali je dalej do każdego katolika na swoich listach. Zjednoczmy siły w jednej z najpotężniejszych modlitw jakie istnieją, w tych intencjach, jednego z najświętszych dni w naszym roku kościelnym.
Niech Bóg błogosławi wszystkim,
 
"Przekażę to w ten sposób tylko raz.


Wszelką Dobroć jaką mogę uczynić; Wszelką Życzliwość jaką mogę okazać

Pozwól mi to zrobić teraz.

Ponieważ nigdy nie przekażę tego w ten sposób, .. ponownie

KTO W EPISKOPACIE POLSKIM ZWALCZA WŁADZĘ CHRYSTUSA NAD NARODEM POLSKIM


Katolicy polscy na całym świecie z oburzeniem przyjęli wiadomość podaną w dniu 15 marca 2012 roku na Internecie  com że podczas plenarnego zebrania Episkopatu Polski w Warszawie w dniu 13 marca b.r. Episkopat ten wyraził absolutny sprzeciw wobec samej nawet idei Intronizacji Chrystusa Króla Polski. Podobny sprzeciw wobec Intronizacji Chrystusa Króla Polski wyszedł pierwszy raz  również w oprawie autorytetu Episkopatu w 2008 roku. Tego rodzaju antykatolicka działalność pod przykrywką  krajowych episkopatów  ma swoją udokumentowaną historię, która pomaga zrozumieć szokujące wydarzenia dziś.
                Wiadomo powszechnie, że jednym z głównych zadań budowniczych światowego imperium pod władzą Lucyfera i jego zwolenników, jak określił globalizm pisarz żydowskiego pochodzenia Pat Robertson („The New World Order”, s.37), jest  zniszczenie istniejących religii z chrześcijaństwem na czele. Najwięcej trudności mieli i nadal mają globaliści z Kościołem Katolickim, który w sytuacji największych prześladowań, największych ataków ze strony nieprzyjaciół Chrystusa, wyłania z siebie niespożyte siły w jego obronie.
 Nieprzyjaciele Chrystusa, stając wobec takiej sytuacji, podjęli nową metodę walki  z Kościołem Katolickim. Już w pierwszej połowie 19-go wieku zaniechano jawnej walki z Kościołem. Podjęto światową tajną akcję zniszczenia Kościoła od wewnątrz poprzez tysiące tajnych agentów na stanowiskach kościelnych. W „Stałej Instrukcji” najwyższej włoskiej loży masońskiej pod nazwą Alta Vendita przyznano, że Kościół Katolicki nie boi się ataków zewnętrznych. Katolicyzm – czytamy w Instrukcji – miał do czynienia z najbardziej nieubłaganymi i okropnymi przeciwnikami. Zbyt często miał złośliwą przyjemność  święcenia grobów swoich najzajadliwszych wrogów. A ponieważ – według nich - papiestwo jest  fundamentem katolicyzmu, to tajne stowarzyszenia muszą wpierw wtargnąć do Kościoła, by zniszczyć go wraz z Papieżem  (Cyt. za: bp J. Dillon- „Masoneria zdemaskowana”, s.88).

 
Papieże w walce z dywersją wewnątrz Kościoła
Infiltracja przygotowanych agentów masonerii do wewnątrz Kościoła wyraziła się szybko w znanym dziś rozmiękczaniu nauki katolickiej pod pretekstem postępu, nowoczesności, dostosowania się Kościoła do zmieniających się warunków życia itp. Groźny wróg pojawił się we własnym domu katolicyzmu. Masoński liberalizm, przenikający do ośrodków katolickich, w drugiej połowie 19-go wieku przybrał oficjalną nazwę „modernizmu” (nowoczesności). W walce przeciwko modernizmowi  szczególną rolę odegrał św. Pius X (1903-1914).
 Jak pisze J. Vennari, rozpoznał on w modernizmie śmiertelną zarazę, która musiała być zahamowana. Ogłosił specjalny „Syllabus” (zestaw błędów modernizmu) oraz sławną przysięgę anty modernistyczną, którą składali aż do połowy 20-go wieku  kandydaci do kapłaństwa oraz wszyscy wykładowcy i nauczyciele w seminariach i na katolickich uczelniach (Catholic Family News, luty 1997). Silna osobowość Piusa X przywróciła zachwianą nieco kontrolę centralnych władz watykańskich nad życiem religijnym świata katolickiego.
Ale kiedy Piusowi X gratulowano sukcesu, że wykorzenił zaraźliwy błąd modernizmu, Papież powiedział:  Wbrew wszelkim naszym wysiłkom, nie udało się uśmiercić bestii, która zeszła tylko do podziemia. Dalej Pius X przestrzegał, że jeśli  przywódcy Kościoła nie będą czuwać, w przyszłości bestia powróci bardziej jadowita niż kiedykolwiek przedtem. Przyszłość potwierdziła słuszność obawy św. Piusa X o zagrożeniu Kościoła przez jadowitą bestię, która zyskała ogromne wzmocnienie swych sił przez władze komunizmu, po jego kolejnych zwycięstwach zapoczątkowanych Rewolucją Rosyjską w 1917 roku.
Czujność świadomych zagrożenia papieży nie pozwalała na jawną działalność sił dywersyjnych wewnątrz Kościoła, ale stawało się coraz bardziej widoczne, że bestia w postaci zorganizowanych agentów masonerii i komunizmu potajemnie umacnia swoje siły, czekając na okazję do generalnego uderzenia w Kościół Katolicki. Pius XI (1922-1939), a po nim Pius XII widzieli to narastające zagrożenie, ale nie wiedzieli, jak do tego podejść. Trudno było wymyśleć „nową broń” na przeciwnika, ponieważ ich poprzednicy wydali tyle ważnych dokumentów, tyle encyklik, upomnień, że ratunku zaczęto szukać w zwołaniu Soboru Powszechnego. Tak już w 1923 roku Papież Pius XI przeprowadził z kardynałami rozmowę na temat zwołania Soboru. Myśl tą podjął dalej Pius XII, ale niespodziewanie zrezygnował z tego przedsięwzięcia, mówiąc: Sobór będzie dziełem mojego następcy (Frere Michael – „The Whole Truth About Fatima”, Vol.3, s.298). 

Wielki Wtorek

Ewangelia wg św. Jana 13,21-33.36-38.
   


 Jezus w czasie wieczerzy z uczniami swymi doznał głębokiego wzruszenia i tak oświadczył: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeden z was Mnie zdradzi».
Spoglądali uczniowie jeden na drugiego niepewni, o kim mówi.
Jeden z uczniów Jego - ten, którego Jezus miłował - spoczywał na Jego piersi.
Jemu to dał znak Szymon Piotr i rzekł do niego: «Kto to jest? O kim mówi?»
Ten oparł się zaraz na piersi Jezusa i rzekł do Niego: «Panie, kto to jest?»
Jezus odparł: «To ten, dla którego umaczam kawałek chleba, i podam mu». Umoczywszy więc kawałek chleba, wziął i podał Judaszowi, synowi Szymona Iskarioty
A po spożyciu kawałka chleba wszedł w niego szatan. Jezus zaś rzekł do niego: «Co chcesz czynić, czyń prędzej!».
Nikt jednak z biesiadników nie rozumiał, dlaczego mu to powiedział.
Ponieważ Judasz miał pieczę nad trzosem, niektórzy sądzili, że Jezus powiedział do niego: «Zakup, czego nam potrzeba na święto», albo żeby dał coś ubogim.
A on po spożyciu kawałka chleba zaraz wyszedł. A była noc.
Po wyjściu Judasza z wieczernika Jezus powiedział: "Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony.
Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy.
Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale - jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię - dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie".
Rzekł do Niego Szymon Piotr: «Panie, dokąd idziesz?» Odpowiedział mu Jezus: «Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz».
Powiedział Mu Piotr: «Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą? Życie moje oddam za Ciebie».
Odpowiedział Jezus: «Życie swoje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz».

 Oto słowo Pańskie.

Znak dla niewierzących

CUDA BYŁY, SĄ I BĘDĄ



W hiszpańskim miasteczku Calanda, oddalonym o 118 km od Saragossy, dokonał się "el milagro de los milagros" - czyli "cud cudów". Dwudziestotrzyletniemu Miguelowi Juanowi Pellicerowi w sposób cudowny przywrócona została amputowana prawa noga. Owoce wieloletnich poszukiwań i badań historycznych dokumentów dotyczących tego niezwykłego wydarzenia zostały opublikowane w książce zatytułowanej II Miracolo (Cud), napisanej przez słynnego pisarza i dziennikarza włoskiego Vittoria Messoriego.

29 marca 1640 r. wieczorem, pomiędzy godziną dziesiątą a dziesiątą trzydzieści, podczas snu w domu rodzinnym w Calandzie, Miguel Juan Pellicer w cudowny sposób odzyskał prawą nogę, którą amputowano mu w szpitalu publicznym w Saragossie 29 miesięcy wcześniej. Cudownie uzdrowiony był gorliwym czcicielem Matki Bożej z Pilar i to właśnie Jej wstawiennictwu przypisał odzyskanie utraconej kończyny. Tak w skrócie brzmi sensacyjna informacja o tym wstrząsającym cudzie maryjnym, który miejscowi ludzie określają jako "el milagro de los milagros" ("cud cudów"). Światowej sławy włoski pisarz i dziennikarz Vittorio Messori przez wiele lat badał w różnych archiwach licznie zachowane dokumenty dotyczące tego zdarzenia i stwierdził, że z naukowego punktu widzenia istnieje pewność, że cała dokumentacja opisuje historyczny fakt. Mówi ona o "przywróceniu" amputowanej nogi - wydarzeniu jedynym w swoim rodzaju, którego istnienia nie można zakwestionować. Szczegółowe odtworzenie tych wydarzeń stało się możliwe dzięki świadectwom, które trzy dni po cudzie zostały złożone pod przysięgą i zapisane w protokole notarialnym, oraz w oparciu o akta procesu kanonicznego, który rozpoczął się 68 dni później.

Wypadek i amputacja

Z ksiąg parafialnych z Calandy dowiadujemy się, że Miguel Juan Pellicer urodził się 25.03.1617 r. jako drugie z ośmiorga dzieci Miguela Pellicera Maja i Marii Blasco. Jego rodzice byli biednymi rolnikami, odznaczali się prostotą i głęboką pobożnością. Miguel Juan wzrastał w atmosferze autentycznej religijności: codziennie szczerze się modlił, regularnie przystępował do sakramentów pokuty i Eucharystii, był żarliwym czcicielem Matki Bożej. W 1637 r., gdy miał dwadzieścia lat, opuścił dom rodzinny w poszukiwaniu pracy. Znalazł ją u swojego wujka Jamiego Blasca, mieszkającego w okolicy Castellon. Po kilku miesiącach pobytu u niego, w lipcu 1637 r., Miguelowi przydarzył się poważny wypadek, gdy prowadził dwukołowy wóz wypełniony po brzegi ziarnem, ciągnięty przez dwa muły. Podczas jazdy Miguel Juan najprawdopodobniej zasnął i tak nieszczęśliwie spadł z muła na ziemię, że jedno z kół przejechało przez jego prawą nogę. miażdżąc i łamiąc mu kość piszczelową. Natychmiast zawieziono go do szpitala w Walencji (w którego archiwach do dziś widnieje data jego przyjęcia: 3.08.1637 r., poniedziałek).

Pobyt w szpitalu nie przynosił żadnej poprawy, jednak Miguel głęboko wierzył w to, że pomogą mu lekarze z odległej o 300 km Saragossy, w słynnym Królewskim i Powszechnym Szpitalu Naszej Pani Łaskawej. Po usilnych prośbach otrzymał w końcu pozwolenie na przeniesienie się tam. Pomimo straszliwego bólu złamanej nogi i wielkich upałów owe 300 km pokonał w pięćdziesiąt dni. Do upragnionego celu dotarł na początku października 1637 r., wycieńczony i z wysoką gorączką. Najpierw udał się do sanktuarium w Pilar, gdzie wyspowiadał się i przyjął Komunię św.

W saragoskim szpitalu lekarze zdiagnozowali u niego daleko posuniętą gangrenę w złamanej prawej nodze. W celu ratowania życia chorego konieczna była natychmiastowa amputacja kończyny. Decyzję odcięcia opuchniętej i sczerniałej od gangreny nogi podjął przewodniczący konsylium lekarskiego, znany w całej Aragonii prof. Juan de Estanga, wraz z chirurgami Diegiem Millaruelem i Miguelem Beltranem. Ci sami lekarze dokonali operacji ucięcia prawej nogi Miguelowi Pellicerowi "na wysokości czterech palców pod kolanem". Posługiwali się przy tym piłą i skalpelem, a jako środek znieczulający podano pacjentowi alkohol, stosowany w tamtych czasach jako jedyna substancja o takim działaniu. W czasie operacji młodzieniec nieustannie wzywał pomocy Matki Bożej.

Po amputacji chirurdzy dokonali kauteryzacji kikuta za pomocą rozżarzonego żelaza. Odciętą nogę przekazali asystującemu przy operacji młodemu praktykantowi, Juanowi Lorenzowi Garcii, który wraz z kolegą pogrzebał ją na cmentarzu, w oznaczonym miejscu, w głębokiej dziurze o długości 21 cm (nawet tego rodzaju szczegół znalazł się w dokumentacji procesowej). W tamtych czasach tak wielkim szacunkiem otaczano ludzkie ciało, że wszystkie jego amputowane części były chowane na cmentarzu. Zanim rana po odcięciu części nogi się zagoiła, Pellicer musiał jeszcze przez kilka miesięcy przebywać w szpitalu. Został z niego wypisany wiosną 1638 r.; otrzymał wtedy drewnianą protezę prawej nogi oraz kule. Dwudziestotrzyletni młodzieniec bez nogi nie był w stanie zapracować na swoje utrzymanie, dlatego otrzymał oficjalne pozwolenie na zbieranie jałmużny przy wejściu do bazyliki del Pilar w Saragossie, co oznaczało dla niego bycie etatowym żebrakiem. Mieszkańcy Saragossy mieli w zwyczaju przynajmniej raz dziennie nawiedzać sanktuarium. Widok żebrzącego młodzieńca bez nogi wzbudzał u nich powszechne współczucie. Przyzwyczaili się do jego obecności i pokochali go, tym bardziej że Miguel Juan codziennie rano, przed udaniem się na miejsce żebrania, uczestniczył we Mszy św. w Świętej Kaplicy, w której na kolumnie El Pilar znajdowała się cudowna figura Matki Bożej. Również codziennie prosił obsługujących sanktuarium o trochę oliwy z palących się tam lamp, aby namaszczać swój kikut i nie w pełni zagojoną po amputacji ranę. Gdy miał pieniądze, szedł spać do pobliskiej karczmy De las Tablas. (Właściciel karczmy Juan de Mazasa i jego żona Catalina Xavierre byli również powołani na świadków w kanonicznym procesie, aby stwierdzić, że Pellicer po cudownym odzyskaniu odciętej kończyny jest tym samym człowiekiem, który przychodził do nich na nocleg i nie miał prawej nogi). Miguel Juan Pellicer sypiał również pod portykiem szpitalnego korytarza, gdzie był doskonale znany i z wielką życzliwością przyjmowany przez personel medyczny.

Na początku marca 1640 r. Miguel zdecydował się wrócić do swoich rodziców, do Calandy. Podróż do domu rodzinnego (około 118 km) zajęła mu prawie siedem dni. Przez cały ten czas drewniana noga uciskała kikut i była przyczyną wielkiego cierpienia młodzieńca. W domu przyjęto go z wielką radością. Ze względu na swoje kalectwo Miguel nie był w stanie pomagać rodzicom w pracach polowych, dlatego postanowił chodzić po okolicznych wioskach i prosić o jałmużnę. W tamtych czasach dla inwalidy, który nie miał środków do życia, żebranie nie było hańbą, ale obowiązkiem i dawaniem innym okazji do czynów miłosierdzia. Miguel zbierał więc datki, jeżdżąc na osiołku po sąsiadujących z Calandą wioskach, a żeby wzbudzić litość, odsłaniał kikut swej uciętej nogi. W ten sposób tysiące osób stało się świadkami jego kalectwa, a później cudu przywrócenia mu nogi.

Wstrząsający cud

W czwartek 29 marca 1640 r. Miguel Juan nie pojechał zbierać jałmużny, lecz został w domu, aby pomóc ojcu w napełnianiu nawozem koszyków, które osioł przenosił do nawożenia pola. Po całym dniu ciężkiej pracy Miguel wrócił do domu bardzo zmęczony. Podczas kolacji wszyscy widzieli kikut jego prawej nogi wraz z odkrytą, zagojoną raną, a niektórzy z gości nawet jej dotykali.

Tego samego wieczoru na nocleg w Calandzie zatrzymał się oddział kawalerzystów. Pellicerowie otrzymali urzędowy nakaz przenocowania jednego z żołnierzy. Z braku miejsca Miguel Juan był zmuszony odstąpić mu swoje łóżko i pójść spać na materacu w pokoju rodziców. Do przykrycia dostał od ojca płaszcz, który był jednak za krótki na to, żeby okryć również jego jedyną stopę. Po kolacji, około godziny 22, młodzieniec pożegnał się z rodzicami i ze zgromadzonymi gośćmi, zostawił w kuchni swą drewnianą protezę oraz kule i poszedł spać, skacząc na lewej nodze. Po modlitwie i całkowitym zawierzeniu się Matce Bożej szybko zapadł w głęboki sen.

Kiedy mama Miguela weszła do pokoju, w którym spał jej kaleki syn - a było to pomiędzy godziną dziesiątą trzydzieści a jedenastą wieczorem - poczuła "wspaniały, niebiański zapach". Kobieta podniosła oliwną lampkę i zauważyła, że spod płaszcza, którym był przykryty jej syn, wystawała nie jedna, ale dwie stopy, założone jedna na drugą. Wciąż jeszcze nie dowierzając, przybliżyła się do łóżka - i wtedy była już pewna, że wzrok jej nie myli. Zszokowana tym odkryciem zawołała męża, który po przyjściu odsunął cały płaszcz. Pellicerom ukazał wtedy niesamowity widok ich śpiącego syna z dwiema zdrowymi nogami. W jednej chwili zrozumieli, że stał się wielki cud: ich syn odzyskał amputowaną prawą nogę. Świadomi ogromu tajemnicy, zaczęli krzyczeć i potrząsać nim, aby się obudził. Dopiero po dłuższym czasie Miguel Juan otworzył oczy. Rozgorączkowani rodzice mówili do niego: "popatrz, odrosła ci noga!". Można sobie wyobrazić zdumienie i radość Miguela, kiedy zobaczył i poczuł, że rzeczywiście ma dwie nogi i że przestał być inwalidą. W międzyczasie zbiegli się wszyscy domownicy i z wielkim przejęciem oglądali cudownie przywróconą młodzieńcowi nogę. Miguel Juan zupełnie nie wiedział, jak to mogło się stać. Pamiętał tylko, że nim go obudzono, śniło mu się, jak namaszczał kikut swej uciętej nogi olejem z lampki w Świętej Kaplicy Matki Bożej z Pilar. Jednego był pewien: że to Jezus Chrystus dokonał tego cudu dzięki wstawiennictwu Jego i naszej Matki Maryi.

Kiedy Miguel Juan ochłonął z pierwszego wrażenia, zaczął dotykać swej uzdrowionej nogi i poruszać nią tak, jakby chciał się upewnić, że to wszystko jest prawdą. W świetle oliwnych lamp wszyscy dokładnie oglądali jego cudownie odzyskaną nogę. Widoczna była na niej jedna duża blizna po złamaniu kości piszczelowej podczas wypadku, a także trzy mniejsze blizny: po ugryzieniu w dzieciństwie przez psa. po wycięciu czyraka i zadrapaniu przez kolczasty krzak. Blizny te wskazywały w oczywisty sposób na to, że była to ta sama noga, którą amputowano i pogrzebano na cmentarzu przed dwoma laty i pięciu miesiącami. Nastąpiło więc nie odrośnięcie, lecz cudowne przywrócenie uciętej nogi. Zachował się egzemplarz miejscowej gazety Aviso Historico z 4.06.1640 r., w której napisano, że przeprowadzono badania na cmentarzu szpitalnym w Saragossie i nie znaleziono tam żadnego śladu nogi w miejscu jej pogrzebania.

Wieść o niezwykłym wydarzeniu bardzo szybko rozeszła się po okolicy. Ludzie, którzy przybiegli do ubogiego wiejskiego domku Pellicerów, głośno modlili się i dziękowali Matce Bożej i Jezusowi Chrystusowi za ten wielki cud. Wszyscy zebrani odczuwali cudowny, "niebiański" zapach, który utrzymywał się w izbie przez kilka dni. Rankiem następnego dnia do domu Pellicerów przybył proboszcz, ks. Herrero. wraz z burmistrzem i najwyższymi przedstawicielami miejscowej władzy oraz dwaj chirurdzy, którzy przez dłuższy obmacywali prawą nogę Juana - wszyscy oni chcieli w sposób urzędowy i "naukowy" potwierdzić, że to wszystko jest prawdą. Już 30 marca, a więc następnego dnia po cudzie, sędzia pierwszej instancji Martin Corellano, odpowiedzialny za publiczny porządek w Calandzie, sporządził pierwszy oficjalny dokument o tym nadzwyczajnym wydarzeniu. Natomiast w niespełna 70 godz. od cudu w domu Pellicerów został sporządzony przez przedstawicieli władz kościelnych, świeckich oraz lekarza, spisany przez notariusza i potwierdzony przez dziesięciu świadków, akt notarialny dotyczący tego niesamowitego faktu, w którym stwierdza się "Boską interwencję". Uzdrowionego młodzieńca zaprowadzono w procesji do miejscowego kościoła, gdzie zebrali się wszyscy mieszkańcy Calandy, którzy widzieli, że Miguel Juan szedł na dwóch nogach, a jeszcze wczoraj miał tylko jedną. W kościele Miguel Juan najpierw poszedł do spowiedzi, a później razem ze wszystkimi mieszkańcami Calandy uczestniczył w uroczystej, dziękczynnej Mszy św.

Odcięta noga, która po przeszło dwóch latach przebywania w ziemi całkowicie zgniła, dzięki bezpośredniej interwencji Boga została przywrócona do życia i połączona z resztą żyjącego ciała. Jest to z pewnością dany nam przez Chrystusa znak i zapowiedź zmartwychwstania naszych ciał w dniu Paruzji. Stwórca natomiast uszanował prawa natury i dlatego odzyskiwanie niedoskonałych cech fizycznych i motorycznych cudownie przymocowanej nogi następowało u Miguela Juana w ciągu kilku miesięcy. 

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Najświętsza Maria Panna: Ja jestem Orędowniczką. Przeze Mnie zaniosę wasze modlitwy przed Mojego Drogiego Syna.

Orędzie nr 388 z serii Ostrzeżenie

Piątek, 30.03.2012, godz.23.45

Moje dziecko, musisz wiedzieć, że ponieważ przekazy Mojego Syna do ciebie zmieniają i ujawniają wydarzenia zarówno przeszłe, jak i przyszłe, będziesz bardziej atakowana.
Święte Słowo Mojego Syna zawsze będzie odrzucane przez tych, którzy odmawiają słuchania Go.
Ludzka opinia nie jest ważna.
Komunikacja Mojego Syna ze światem jest w tym momencie zbyt ważna, aby pozwolić opóźnić i odciągnąć ciebie od tej pracy tym, którzy sprzeciwiają się tym orędziom.
Teraz jest czas na pokorne rozmyślanie o Męce Mojego Syna na Krzyżu.
Moje dzieci muszą uczcić Ofiarę, którą On dokonał dla całej ludzkości, poprzez swoją osobistą ofiarę dla Niego podczas Wielkiego Tygodnia.

Módlcie się, módlcie się, módlcie się dzieci, o pokój na świecie.
Módlcie się także o ochronę Papieża w tych czasach ostrej opozycji wobec Kościoła Katolickiego.

Modlitwa, pokora i zwykłe posłuszeństwo wobec Mojego Syna są dla was konieczne, abyście stali się bliscy Sercu Mojego Syna.
Ja jestem Orędowniczką. Przeze Mnie zaniosę wasze modlitwy przed Mojego Drogiego Syna.

Przeze Mnie pomogę wam bardziej Go kochać i dać Mu pociechę, której potrzebuje w tym momencie, kiedy świat upamiętnia Jego Śmierć na Krzyżu.
Wasza ukochana Matka
Matka Ocalenia
______________ 
 http://ostrzezenie.wordpress.com

KAZANIE KS. PIOTRA NATANKA Z 1.04

http://gloria.tv/?media=273986

  Malachi Martin "Dom smagany wiatrem"  - FRAGMENT


1963

Intronizacja upadłego Archanioła Lucyfera dokonała się w Cytadeli Kościoła katolickiego 29 lipca 1963 roku. Był to "właściwy czas" dla spełnienia się historycznej przepowiedni. Główni aktorzy tej ceremonii doskonale wiedzieli, że tradycja satanistyczna już dawno przepowiedziała, że Czas Księcia nadejdzie wówczas, gdy papież przybierze imię Apostoła Pawła. Warunek ten - znak, że nadszedł właściwy czas - został spełniony dokładnie osiem dni temu przez wybór najnowszego następcy św. Piotra.
W tym krótkim czasie, jaki upłynął od elekcji papieża, nie dało się ukończyć skomplikowanych przygotowań; Najwyższy Trybunał zdecydował jednak, że trudno o lepszy czas na intronizację Księcia niż ten uroczysty dzień bliźniaczych książąt Cytadeli, świętych Piotra i Pawła. I nie było stosowniejszego miejsca niż Bazylika św. Pawła za Murami, usytuowana tak blisko Pałacu Apostolskiego.

Skomplikowane przygotowania podyktowane były głównie naturą mającego się odbyć Wydarzenia Ceremonialnego. Ochrona budynków watykańskich, pośród których leżał klejnot w postaci Bazyliki św. Pawła, była tak staranna, że z pewnością nie uda się ukryć uroczystego ceremoniału. Jeśli przedsięwzięcie miało zostać uwieńczone sukcesem - jeśli Wejście Księcia miało się dokonać we właściwym czasie - każdy element celebracji ofiary kalwaryjskiej musi zostać postawiony na głowie w przebiegu tej drugiej, przeciwstawnej celebracji. Sacrum musi zostać sprofanowane. Bluźnierstwo adorowane. Bezkrwawa reprezentacja ofiary Bezimiennego Słabego musi być zastąpiona przez najwyższą i krwawą deprawację godności Bezimiennego. Wina musi stać się niewinnością. Cierpienie musi dawać radość. Łaska, skrucha, przebaczenie muszą być utopione w orgii przeciwieństw. A wszystko to musi być wykonane bezbłędnie. Sekwencja wydarzeń, znaczenie słów, waga czynności - wszystko to musi być opatrzone perfekcyjnie wykonanym świętokradztwem, ostatecznym rytuałem zdrady.

Cała ta delikatna operacja została złożona w doświadczone ręce zaufanego stróża Księcia w Rzymie. Mistrz skomplikowanego ceremoniału Kościoła rzymskiego, dostojnik o granitowej twarzy i cierpkim języku, był jeszcze większym mistrzem książęcego ceremoniału ciemności i ognia. Wiedział, że bezpośrednim celem każdego ceremoniału jest oddanie czci "obeldze rozpaczy". Lecz obecnie istniał jeszcze dalszy cel polegający na przeciwstawieniu się Bezimiennemu Słabemu w jego bastionie, opanowania Cytadeli Słabego ww właściwym czasie, zapewnienie wejścia Księcia do Cytadeli jako nieodpartej siły, wyparcie strażnika Cytadeli, przejęcie pełnej władzy nad kluczami wręczonymi strażnikowi przez Słabego.

Stróż próbował zmierzyć się z problemem bezpieczeństwa. Takie niewinne elementy, jak pentagram, czarne świecie i odpowiednie draperie ujdą jako rzymski ceremoniał. Lecz pozostałe rubryki - misa z piszczelami i rytuał Din na przykład, zwierzęta ofiarne i sama ofiara - tego byłoby już za wiele. Musi się więc odbyć dwie równoczesne celebracje. Koncelebracja mogłaby być dokonana z równym skutkiem przez braci w autoryzowanej kaplicy celującej. Gdyby wszyscy uczestnicy w obu miejscach "wzięli na cel" każdy element wydarzenia w bazylice rzymskiej, wówczas wydarzenie w całej swej pełni dokonałoby się w sposób szczególny w obszarze docelowym. Byłoby to tylko sprawą jedności serc, tożsamości intencji i perfekcyjnej synchronizacji słów i czynności pomiędzy kaplicą celującą a kaplicą docelową. Żywa wole i myślące umysły uczestników skoncentrowałyby się na przybytku Księcia, odległość przestałaby mieć znaczenie.
Dla człowieka tak doświadczonego jak Stróż wybór kaplicy celującej nie nastręczał najmniejszych trudności. Wystarczyło zadzwonić do Stanów Zjednoczonych. W ciągu tych wszystkich lat wyznawcy Księcia w Rzymie osiągnęli doskonałą jedność serc i i taką samą jedność intencji z przyjacielem Stróża Leonem, biskupem kaplicy w Południowej Karolinie. Imię Leon nie było prawdziwym imieniem tego człowieka, lecz raczej opisem jego wyglądu. Srebrna grzywa na wielkiej głowie każdemu, kto na niego patrzył, kojarzyła się z rozwianą grzywą lwa. Od kiedy jego ekscelencja, gdzieś w latach czterdziestych, ustanowił tę kaplicę, okazał się niezrównanym mistrzem operacji - dzięki liczbie i znaczeniu Uczestników, jakich potrafił przyciągnąć, dzięki częstej i szybkiej współpracy z tymi, którzy uznawali jego przekonania i ostateczne cele. Obecnie jego kaplica cieszyła się powszechnym szacunkiem inicjatów jako kaplica matka Stanów Zjednoczonych.

Wiadomość, że jego kaplica została autoryzowana jako kaplica celująca w tak wielkim wydarzeniu, jakim miała być intronizacja Księcia w samym sercu rzymskiej Cytadeli, przyjęta została przez Leona z najwyższą satysfakcją. A co do spraw praktycznych, to jego ogromna wiedza i doświadczenie w przeprowadzaniu ceremoniału oszczędzi im obu wiele czasu. Nie było na przykład potrzeby przypominania mu o wadze zasady sprzeczności, na której opiera się cała struktura kultu Archanioła. Nie mogło też być najmniejszych wątpliwości co do jego pragnienia włączenia się w ostateczną strategię tej bitwy, której celem był koniec Kościoła rzymskokatolickiego jako instytucji papieskiej, jaką była od chwili założenia jej przez Bezimiennego Słabego. 

KS.JACEK BAŁEMBA - Ujęcie czci Panu Jezusowi - współczesny grzech w Kościele.


KS.JACEK BAŁEMBA



Ujęcie czci Panu Jezusowi – współczesny grzech w Kościele
Istnieją wpływowe środowiska, które próbują wyperswadować nam postawę klęczącą
(Kard. J. Ratzinger, Duch liturgii)
Duch Święty prowadzi do okazywania najwyższej czci Panu Jezusowi.
Matka Boża prowadzi do okazywania najwyższej czci Panu Jezusowi.
Św. Józef prowadzi do okazywania najwyższej czci Panu Jezusowi.
Święci polscy prowadzą do okazywania najwyższej czci Panu Jezusowi.
Wszyscy Święci prowadzą do okazywania najwyższej czci Panu Jezusowi.
Kościół Katolicki prowadzi do okazywania najwyższej czci Panu Jezusowi.
A oto dzisiaj trwa i nasila się w Polsce zaplanowana i szeroko zakrojona akcja systematycznego eliminowania znaków najwyższej czci wobec Pana Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie. Antymisjonarze i ich mocodawcy są cierpliwi i zdeterminowani. Przyświeca im cel dalekosiężny, długofalowy a w jego osiągnięciu są gotowi sięgać po wszelkie dostępne środki. Byle zniszczyć Tradycję. Byle wyeliminować wszystko, co o niej przypomina.
Do radykalnie i systematycznie eliminowanych, zakorzenionych w Tradycji, znaków najwyższej czci wobec Pana Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie należy postawa klęcząca, zwłaszcza przy przyjmowaniu Komunii Świętej. Jednym ze sposobów eliminacji jest niemówienie na ten temat. Nie mówmy nic. A tymczasem idzie naprzód – po cichu i z bezczelną zuchwałością – rewolucyjna akcja prostowania ludziom kolan. Perfidne milczenie! Rewolucja ma już wiele osiągnięć.
Sięgając do ostatecznych źródeł duchowych, można stwierdzić jasno:
 
Jest niemożliwe, aby to Duch Święty prowadził do umniejszania czci wobec Pana Jezusa.
Jest niemożliwe, aby to Matka Boża prowadziła do umniejszania czci wobec Pana Jezusa.
Jest niemożliwe, aby to Św. Józef prowadził do umniejszania czci wobec Pana Jezusa.
Jest niemożliwe, aby to Święci polscy prowadzili do umniejszania czci wobec Pana Jezusa.
Jest niemożliwe, aby to wszyscy Święci prowadzili do umniejszania czci wobec Pana Jezusa.
Jest niemożliwe, aby to Kościół Katolicki prowadził do umniejszania czci wobec Pana Jezusa.


Wielki Poniedziałek

Ewangelia wg św. Jana 12,1-11.  

Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych.
Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta posługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole.
Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku narodowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku.
Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z uczniów Jego, ten, który miał Go wydać:
«Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?»
Powiedział zaś to nie dlatego, jakoby dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos wykradał to, co składano.
Na to Jezus powiedział: «Zostaw ją! Przechowała to, aby Mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu.
Bo ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie».
Wielki tłum Żydów dowiedział się, że tam jest; a przybyli nie tylko ze względu na Jezusa, ale także by ujrzeć Łazarza, którego wskrzesił z martwych.
Arcykapłani zatem postanowili stracić również Łazarza,
gdyż wielu z jego powodu odłączyło się od Żydów i uwierzyło w Jezusa.

Oto słowo Pańskie.

Cud za przyczyną kardynała Wyszyńskiego?

We wtorek w Szczecinie abp Andrzej Dzięga, metropolita szczecińsko-kamieński otworzył proces w sprawie domniemanego cudownego uzdrowienia za przyczyną Sługi Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego. Sprawa dotyczy kobiety, która zachorowała na raka tarczycy. Dzięki modlitwom za wstawiennictwem Prymasa Tysiąclecia została całkowicie wyleczona z choroby.




mail.google.com

Poniżej publikujemy treść komunikatu, który podpisali o. Gabriel Bartoszewski OFMCap, wicepostulator w procesie beatyfikacyjnym kard. Stefana Wyszyńskiego i ks. dr Sławomir Zyga, rzecznik prasowy Kurii Arcybiskupiej w Szczecinie:


W kaplicy Domu Arcybiskupiego w Szczecinie, w dniu 27 marca 2012 r., Jego Ekscelencja Andrzej Dzięga Arcybiskup Metropolita Szczecińsko-Kamieński otworzył proces o domniemanym cudownym uzdrowieniu za przyczyną Sł. Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego. Sprawa dotyczy młodej niewiasty, którą w wieku 19 lat dotknęła choroba raka tarczycy.
W dniu 17 lutego 1988 r. wykonano w Szczecinie rozległą operację tarczycy usuwając zmiany nowotworowe oraz dotknięte przerzutami węzły chłonne. Po początkowym pozornym polepszeniu stan zdrowia się pogorszył. Podczas pobytu w Instytucie Onkologii w Gliwicach w styczniu i marcu 1989 leczono ją jodem radioaktywnym. W gardle wytworzył się guz wielkości 5 cm, który dusił i zagrażał życiu. Jak zeznaje zainteresowana osoba, "każdy oddech wydawał się być ostatnim".
Lekarze rokowali jej trzy miesiące życia. Dzięki intensywnej modlitwie sióstr zakonnych, zanoszonej za wstawiennictwem Sł. Bożego Stefana Kard. Wyszyńskiego, podczas pobytu chorej w Instytucie Onkologicznym w Gliwicach, w marcu 1989 r. niespodziewanie nastąpiła radykalna poprawa. Trwałość uzdrowienia do dnia dzisiejszego sprawdził czas i systematyczna kontrola medyczna.
Po zbadaniu dokumentacji lekarskiej przez dwóch profesorów medycyny w Warszawie i wydaniu pozytywnych opinii, postulacja sprawy beatyfikacji Kard. Wyszyńskiego i Arcybiskup Metropolita Szczecińsko-Kamieński Andrzej Dzięga uznali, że istnieją podstawy prawne i faktyczne do rozpoczęcia procesu o domniemanym cudownym uzdrowieniu.
Podczas pierwszej publicznej sesji został zaprzysiężony mianowany przez ks. Arcybiskupa Trybunał, a mianowicie: delegat biskupa, promotor sprawiedliwości, dwóch notariuszy, lekarz biegły i doręczyciel pism. Zadaniem Trybunału będzie przesłuchanie świadków, w tym osoby uzdrowionej, lekarzy leczących i zebranie oraz opracowanie dokumentacji lekarskiej. Procedura procesu o domniemanym cudownym uzdrowieniu jest skomplikowana i wymaga długiej oraz kompetentnej pracy, która trwać będzie dłuższy czas. Między innymi wiele wysiłku wymagać będzie tłumaczenie dokumentacji procesu na język włoski, zwłaszcza historii i przebiegu choroby. Przy tłumaczeniu często wiele trudności nasuwa terminologia medyczna.
Proces Kard. Stefana Wyszyńskiego od 2001 r. prowadzony jest już na szczeblu apostolskim, w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie. Aktualnie opracowywana jest dokumentacja o heroiczności cnót Positio super virtutibus. Opracowane części Positio najpierw trafiają do relatora procesu w Kongregacji, który dokonuje oceny i korekty tekstu. Relatorem w procesie kard. Wyszyńskiego został mianowany o. Daniel Ols, dominikanin, ten sam, który był relatorem w procesie beatyfikacyjnym Ojca Świętego Jana Pawła II.
Prace nad opracowaniem Positio są zaawansowane. Przewiduje się, że będzie to bardzo obszerne dzieło. Gdy zostanie ono sprawdzone przez delatora i wydrukowane zgodnie z wymogami Kongregacji, sprawa zostanie przedłożona do dyskusji teologicznej gremium teologów, a następnie komisji kardynałów i biskupów. Po ogłoszeniu dekretu o heroiczności cnót Kongregacja rozpatruje dokumentację o cudownym uzdrowieniu. Jest bardzo dobrze jeżeli taka dokumentacja oczekuje w toku prac nad Positio super virtutibus.
Podczas pierwszej sesji członkowie Trybunału składają przysięgę, że sumiennie wypełnią powierzony im obowiązek i zachowają tajemnicę.
W myśl tego zobowiązania nałożonego przez prawodawcę kościelnego w toku trwania procesu o domniemanym cudownym uzdrowieniu nie będzie udzielana żadna informacja. Tego wymaga dobro zainteresowanych osób i prac procesowych. Następny komunikat może ukazać się po zakończeniu procesu i przesłaniu akt do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.
Warszawa - Szczecin, 27 marca 2012 r.
O. Gabriel Bartoszewski OFMCap
Wicepostulator
Ks. dr Sławomir Zyga
Rzecznik prasowy Kurii Arcybiskupiej w Szczecinie
___________
echochrystusakrola.info

niedziela, 1 kwietnia 2012

O potrzebie egzorcyzmowania Polski. Czy diabeł krąży nad Polską?



 
Kolejny autorytet kościelny - ksiądz egzorcysta, ojciec prof. Aleksander Posacki SJ wypowiada się o demonie krążącym nad naszą Ojczyzną.
Komentarz zbyteczny. Mądry pojmie w lot… Zapraszamy do wysłuchania i do modlitwy za naszą Ojczyznę w łączności duchowej z kapłanami podczas każdego Apelu Jasnogórskiego oraz podczas Różańca i Koronki do Bożego Miłosierdzia w Radiu Maryja i w TV Trwam (przypominamy, że Różaniec święty to najważniejsza modlitwa i prawdziwy egzorcyzm – taką moc nadał Różańcowi bł. Jan Paweł II) oraz do codziennej lektury Pisma Świętego (w tym celu powstałą nasza druga strona: 

http://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2012/03/21/czy-diabel-krazy-nad-polska-o-prof-aleksander-posacki-sj-o-potrzebie-egzorcyzmowania-polski/
__________________
echochrystusakrola.info

Śluby Króla Jana II Kazimierza

Śluby Króla Jana II Kazimierza i Stanów Rzeczypospolitej -  zaprzysiężone imieniem Narodu przed Cudownym Obrazem Najświętszej Maryi Panny Łaskawej w Katedrze Lwowskiej Lwów, 1 kwietnia 1656 roku Wielka Boga-Człowieka Matko, o Przeczysta Panno! Ja, Jan Kazimierz, z łaski Twego Syna, Króla Królów i Pana mojego, i z Twojej łaski Król, u stóp Twoich Najświętszych na kolana padając, obieram Cię dzisiaj za Patronkę moją i moich państw Królową, i polecam Twojej szczególnej opiece a obronie siebie samego i moje Królestwo Polskie z Księstwami: Litewskim, Ruskim, Pruskim, Mazowieckim, Żmudzkim, Inflanckim i Czernihowskim, jako tez wojska obydwu narodów i wszystek mój lud. Wzywam pokornie w tym opłakanym i zamieszanym Królestwa mego stanie Twego miłosierdzia i pomocy przeciw nieprzyjaciołom świętego Rzymskiego Kościoła. A ponieważ największymi dobrodziejstwy Twymi zobowiązany, czuję w sobie gorącą żądzę służenia Ci gorliwie z narodem, przyrzekam więc moim, ministrów, senatorów, szlachty i ludu imieniem, Tobie i Twemu Synowi, Panu Naszemu Jezusowi Chrystusowi, że cześć Twoję wszędzie po krajach Królestwa Polskiego rozszerzać będę. Przyrzekam wreszcie i ślubuję wyjednać u Stolicy Apostolskiej, skoro tylko za przemożnym Twoim pośrednictwem wielkim Syna Twego miłosierdziem zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi a szczególniej nad Szwedami odniosę, aby dzień ten corocznie dla Ciebie i Syna Twojego, na zawdzięczenie łask wiecznymi czasy obchodzono i święcono, i dołożę z Biskupami Królestwa starania, ażeby moje obietnice przez ludy moje wypełnione były. Ponieważ zaś z wielką boleścią mego serca widzę, że wszystkie klęski, jakie w ostatnich siedmiu latach na moje Królestwo spadły, jako to: zaraza, wojny i inne nieszczęścia, zesłane zostały przez Najwyższego Sędziego jako chłosta za jęki i uciemiężenie chłopów, przyrzekam wiec ślubuję, że po odzyskaniu pokoju użyję ze wszystkimi Stanami wszelkich sposobów, ażeby lud mego Królestwa od wszelkich niesprawiedliwych ciężarów i uciśnienia uwolnionym został. Spraw to, o Najmiłosierniejsza Królowo i Pani, abym do wykonania moich przedsięwzięć którymiś mnie sama natchnęła, łaskę Twojego Syna otrzymał! 

 Król Jan II Kazimierz Przełożył z łaciny Józef Łepkowski (1855). Cyt. Za: Antoni Podsiad, „Bogarodzico-Dziewico. Polski Almanach Maryjny”, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1987, wydanie drugie, s. 55-57.
______________
echochrystusakrola.info

Słowo Boże na Niedziele Palmową

 Słowo Boże na Niedziele Palmową



Ewangelia wg św. Marka 14,1-72.15,1-47.

Dwa dni przed Paschą i Świętem Przaśników arcykapłani i uczeni w Piśmie szukali sposobu, jak by Jezusa podstępnie ująć i zabić.
Lecz mówili: 

«Tylko nie w czasie święta, by nie było wzburzenia między ludem».

A gdy Jezus był w Betanii, w domu Szymona Trędowatego, i siedział za stołem, przyszła kobieta z alabastrowym flakonikiem prawdziwego olejku nardowego, bardzo drogiego. Rozbiła flakonik i wylała Mu olejek na głowę.
A niektórzy oburzyli się, mówiąc między sobą: 

«Po co to marnowanie olejku?».

Wszak można było olejek ten sprzedać drożej niż za trzysta denarów
i rozdać ubogim. I przeciw niej szemrali.

 
Lecz Jezus rzekł: 

«Zostawcie ją; czemu sprawiacie jej przykrość? Dobry uczynek spełniła względem Mnie. Bo ubogich zawsze macie u siebie i kiedy zechcecie, możecie im dobrze czynić; lecz Mnie nie zawsze macie.
Ona uczyniła, co mogła; już naprzód namaściła moje ciało na pogrzeb.
Zaprawdę, powiadam wam: Gdziekolwiek po całym świecie głosić będą tę Ewangelię, będą również opowiadać na jej pamiątkę to, co uczyniła».

Wtedy Judasz Iskariota, jeden z Dwunastu, poszedł do arcykapłanów, aby im Go wydać. Gdy to usłyszeli, ucieszyli się i przyrzekli dać mu pieniądze. Odtąd szukał dogodnej sposobności, jak by Go wydać.
W pierwszy dzień Przaśników, kiedy ofiarowywano Paschę, zapytali Jezusa Jego uczniowie: 

«Gdzie chcesz, abyśmy poszli poczynić przygotowania, żebyś mógł spożyć Paschę?»

I posłał dwóch spośród swoich uczniów z tym poleceniem: 

«Idźcie do miasta, a spotka was człowiek, niosący dzban wody. Idźcie za nim i tam, gdzie wejdzie, powiecie gospodarzowi: Nauczyciel pyta: gdzie jest dla Mnie izba, w której mógłbym spożyć Paschę z moimi uczniami?
On wskaże wam na górze salę dużą, usłaną i gotową. Tam przygotujecie dla nas».

Uczniowie wybrali się i przyszli do miasta, gdzie znaleźli, tak jak im powiedział, i przygotowali Paschę. Z nastaniem wieczoru przyszedł tam razem z Dwunastoma. A gdy zajęli miejsca i jedli, Jezus rzekł: 

«Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie zdradzi, ten, który je ze Mną».

Zaczęli się smucić i pytać jeden po drugim: 

«Czyżbym ja?»

On im rzekł: 

«Jeden z Dwunastu, ten, który ze Mną rękę zanurza w misie.
Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził».

A gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał im mówiąc: 

«Bierzcie, to jest Ciało moje».

Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie dał im, i pili z niego wszyscy.
I rzekł do nich: 

«To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana.
Zaprawdę, powiadam wam: Odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę nowy w królestwie Bożym».

Po odśpiewaniu hymnu wyszli w stronę Góry Oliwnej.
Wtedy Jezus im rzekł: 

«Wszyscy zwątpicie we Mnie. Jest bowiem napisane: Uderzę pasterza, a rozproszą się owce.
Lecz gdy powstanę, uprzedzę was do Galilei».

Na to rzekł Mu Piotr:

 «Choćby wszyscy zwątpili, ale nie ja!»

Odpowiedział mu Jezus: 

«Zaprawdę, powiadam ci: dzisiaj, tej nocy, zanim kogut dwa razy zapieje, ty trzy razy się Mnie wyprzesz».

Lecz on tym bardziej zapewniał:

 «Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie». 

I wszyscy tak samo mówili.
A kiedy przyszli do ogrodu zwanego Getsemani, rzekł Jezus do swoich uczniów: 

«Usiądźcie tutaj, Ja tymczasem będę się modlił».

Wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana i począł drżeć, i odczuwać trwogę.
I rzekł do nich: 

«Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu
i czuwajcie!»

I odszedłszy nieco dalej, upadł na ziemię i modlił się, żeby - jeśli to możliwe - ominęła Go ta godzina.
I mówił: 

«Abba, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie! Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty niech się stanie!»

Potem wrócił i zastał ich śpiących. Rzekł do Piotra: 

«Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać?
Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe».

Odszedł znowu i modlił się, powtarzając te same słowa.
Gdy wrócił, zastał ich śpiących, gdyż oczy ich były snem zmorzone, i nie wiedzieli, co Mu odpowiedzieć.
Gdy przyszedł po raz trzeci, rzekł do nich:

 «Śpicie dalej i odpoczywacie? Dosyć! Przyszła godzina, oto Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników.
Wstańcie, chodźmy, oto zbliża się mój zdrajca».

I zaraz, gdy On jeszcze mówił, zjawił się Judasz, jeden z Dwunastu, a z nim zgraja z mieczami i kijami wysłana przez arcykapłanów, uczonych w Piśmie i starszych.
A zdrajca dał im taki znak:

 «Ten, którego pocałuję, to On; chwyćcie Go
i prowadźcie ostrożnie!».

Skoro tylko przyszedł, przystąpił do Jezusa i rzekł:

 «Rabbi!»

, i pocałował Go.
Tamci zaś rzucili się na Niego, i pochwycili Go.
A jeden z tych, którzy tam stali, dobył miecza, uderzył sługę najwyższego kapłana i odciął mu ucho.
A Jezus zwrócił się i rzekł do nich: 

«Wyszliście z mieczami i kijami, jak na zbójcę, żeby Mnie pochwycić.
Codziennie nauczałem u was w świątyni, a nie pojmaliście Mnie. Ale Pisma muszą się wypełnić».

Wtedy opuścili Go wszyscy i uciekli.
A pewien młodzieniec szedł za Nim, odziany prześcieradłem na gołym ciele. Chcieli go chwycić,
lecz on zostawił prześcieradło i nago uciekł od nich.
A Jezusa zaprowadzili do najwyższego kapłana, u którego zebrali się wszyscy arcykapłani, starsi i uczeni w Piśmie.
Piotr zaś szedł za Nim z daleka aż na dziedziniec pałacu najwyższego kapłana. Tam siedział między służbą i grzał się przy ogniu.
Tymczasem arcykapłani i cała Wysoka Rada szukali świadectwa przeciw Jezusowi, aby Go zgładzić, lecz nie znaleźli.
Wielu wprawdzie zeznawało fałszywie przeciwko Niemu, ale świadectwa te nie były zgodne.
A niektórzy wystąpili i zeznali fałszywie przeciw Niemu:
 
«Myśmy słyszeli, jak On mówił: "Ja zburzę ten przybytek uczyniony ludzką ręką i w ciągu trzech dni zbuduję inny, nie ręką ludzką uczyniony"».

Lecz i w tym ich świadectwo nie było zgodne.
Wtedy najwyższy kapłan wystąpił na środek i zapytał Jezusa:

 «Nic nie odpowiadasz na to, co oni zeznają przeciw Tobie?»

Lecz On milczał i nic nie odpowiedział. Najwyższy kapłan zapytał Go ponownie: 

«Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Błogosławionego?»

Jezus odpowiedział: «Ja jestem. Ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego z obłokami niebieskimi».
Wówczas najwyższy kapłan rozdarł swoje szaty i rzekł: 

«Na cóż nam jeszcze potrzeba świadków?
Słyszeliście bluźnierstwo. Cóż wam się zdaje?»

 Oni zaś wszyscy wydali wyrok, że winien jest śmierci.
I niektórzy zaczęli pluć na Niego; zakrywali Mu twarz, policzkowali Go
i mówili: 

«Prorokuj!»

 Także słudzy bili Go pięściami po twarzy.
Kiedy Piotr był na dole na dziedzińcu, przyszła jedna ze służących najwyższego kapłana.
Zobaczywszy Piotra grzejącego się przy ogniu, przypatrzyła mu się i rzekła: «I tyś był z Nazarejczykiem Jezusem».
Lecz on zaprzeczył temu, mówiąc:

 «Nie wiem i nie rozumiem, co mówisz».

I wyszedł na zewnątrz do przedsionka, a kogut zapiał.

Służąca, widząc go, znowu zaczęła mówić do tych, którzy tam stali: 

«To jest jeden z nich».

A on ponownie zaprzeczył. Po chwili ci, którzy tam stali, mówili znowu do Piotra: «Na pewno jesteś jednym z nich, jesteś także Galilejczykiem».
Lecz on począł się zaklinać i przysięgać: 

«Nie znam tego człowieka, o którym mówicie».

I w tej chwili kogut powtórnie zapiał. Wspomniał Piotr na słowa, które mu powiedział Jezus:

 «Pierwej, nim kogut dwa razy zapieje, trzy razy Mnie się wyprzesz».

 I wybuchnął płaczem.
Zaraz wczesnym rankiem arcykapłani wraz ze starszymi i uczonymi w Piśmie i cała Wysoka Rada powzięli uchwałę. Kazali Jezusa związanego odprowadzić i wydali Go Piłatowi.
Piłat zapytał Go: 

«Czy Ty jesteś królem żydowskim?» 

Odpowiedział mu: 

«Tak, Ja nim jestem».

Arcykapłani zaś oskarżali Go o wiele rzeczy.
Piłat ponownie Go zapytał: 

«Nic nie odpowiadasz? Zważ, o jakie rzeczy Cię oskarżają».

Lecz Jezus nic już nie odpowiedział, tak że Piłat się dziwił.
Na każde zaś święto miał zwyczaj uwalniać im jednego więźnia, którego żądali.
A był tam jeden, zwany Barabaszem, uwięziony z buntownikami, którzy
w rozruchu popełnili zabójstwo.

Tłum przyszedł i zaczął domagać się tego, co zawsze im czynił.
Piłat im odpowiedział: 

«Jeśli chcecie, uwolnię wam Króla Żydowskiego?»

Wiedział bowiem, że arcykapłani wydali Go przez zawiść.
Lecz arcykapłani podburzyli tłum, żeby uwolnił im raczej Barabasza.
Piłat ponownie ich zapytał: 

«Cóż więc mam uczynić z tym, którego nazywacie Królem Żydowskim?»

Odpowiedzieli mu krzykiem: 

«Ukrzyżuj Go!»

Piłat odparł: 

«Cóż więc złego uczynił?» 

Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: 

«Ukrzyżuj Go!»

Wtedy Piłat, chcąc zadowolić tłum, uwolnił Barabasza, Jezusa zaś kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.
Żołnierze zaprowadzili Go na wewnętrzny dziedziniec, czyli pretorium,
i zwołali całą kohortę.

Ubrali Go w purpurę i uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę.
I zaczęli Go pozdrawiać: 

«Witaj, Królu Żydowski!»

Przy tym bili Go trzciną po głowie, pluli na Niego i przyklękając oddawali Mu hołd.
A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego purpurę i włożyli na Niego własne Jego szaty. Następnie wyprowadzili Go, aby Go ukrzyżować.
I przymusili niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, który wracając z pola właśnie przechodził, żeby niósł krzyż Jego.
Przyprowadzili Go na miejsce Golgota, to znaczy miejsce Czaszki.
Tam dawali Mu wino zaprawione mirrą, lecz On nie przyjął.
Ukrzyżowali Go i rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy, co który miał zabrać.
A była godzina trzecia, gdy Go ukrzyżowali.
Był też napis z podaniem Jego winy, tak ułożony: 

«Król Żydowski».

Razem z Nim ukrzyżowali dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie.
Tak wypełniło się słowo Pisma: W poczet złoczyńców został zaliczony.
Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go, potrząsali głowami, mówiąc: 

«Ej, Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz,
zejdź z krzyża i wybaw samego siebie!»
 
Podobnie arcykapłani wraz z uczonymi w Piśmie drwili między sobą
i mówili: 

«Innych wybawiał, siebie nie może wybawić.
Mesjasz, król Izraela, niechże teraz zejdzie z krzyża, żebyśmy widzieli
i uwierzyli». 

Lżyli Go także ci, którzy byli z Nim ukrzyżowani.
A gdy nadeszła godzina szósta, mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej.
O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: 

«Eloi, Eloi, lema sabachthani»

, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?
Niektórzy ze stojących obok, słysząc to, mówili:

 «Patrz, woła Eliasza».

Ktoś pobiegł i napełniwszy gąbkę octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić, mówiąc: 

«Poczekajcie, zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, żeby Go zdjąć
z krzyża».

Lecz Jezus zawołał donośnym głosem i oddał ducha.
A zasłona przybytku rozdarła się na dwoje, z góry na dół.
Setnik zaś, który stał naprzeciw, widząc, że w ten sposób oddał ducha, rzekł: 

«Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym».

Były tam również niewiasty, które przypatrywały się z daleka, między nimi Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba Mniejszego i Józefa, i Salome.
Kiedy przebywał w Galilei, one towarzyszyły Mu i usługiwały. I było wiele innych, które razem z Nim przyszły do Jerozolimy.
Pod wieczór już, ponieważ było Przygotowanie, czyli dzień przed szabatem,
przyszedł Józef z Arymatei, poważny członek Rady, który również wyczekiwał królestwa Bożego. Śmiało udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa.
Piłat zdziwił się, że już skonał. Kazał przywołać setnika i pytał go, czy już dawno umarł.
Upewniony przez setnika, podarował ciało Józefowi.
Ten kupił płótno, zdjął Jezusa z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie, który wykuty był w skale. Przed wejście do grobu zatoczył kamień.
A Maria Magdalena i Maria, matka Józefa, przyglądały się, gdzie Go złożono.

Oto słowo Pańskie.