
Nie
ukrywajmy tego. Ogromna większość Polaków-katolików nie modli się przed
i po jedzeniu. W gronie rodzinnym czyni to może 1 procent polskich
katolików. Gdy znajdujemy się pośród innych, a więc w pracy, barze czy
restauracji, ten wskaźnik maleje zapewne poniżej 0,1 procenta. Powodów
tego stanu rzeczy jest dużo i mają one różnorodny charakter
(historyczny, kulturowy, a także stricte osobisty). Polak-katolik nie
tylko, że nie modli się przed jedzeniem, ale w dodatku zwyczaj ten
wydaje się mu czymś dziwnym, obcym, dalekim, jeśli wręcz nie będącym
objawem czegoś zdecydowanie niebezpiecznego. Prawdopodobnie wiele
jeszcze wody w Wiśle upłynie, zanim uda się podnieść procent modlących
się przed i po jedzeniu Polaków z 1 do 5 procent. Zamiast się jednak
zrażać się tą opcją, można spróbować dorzucić swą małą cegiełkę do
przekonania naszych rodaków, iż "błogosławieństwo stołu" jest czymś
bardzo pięknym, chwalebnym i pożytecznym. Niechaj więc ten tekst, będzie
jedną z owych małych cegiełek.
Oto zatem kilka ważnych powodów dla których powinniśmy modlić się przed i
po jedzeniu, zarówno będąc sami, jak i w gronie rodzinnym, miejscu
pracy, barze, restauracji i innych miejscach publicznych:
Modlitwa przed jedzeniem jest sugerowana przez Pismo święte i polecana przez magisterium Kościoła. Biblia, która jest całkowicie bezbłędnym i nieomylnym Słowem Bożym naucza: "A
jeśli z dziękczynieniem coś spożywam, dlaczego mają mi złorzeczyć za
to, za co ja dziękuję? A więc czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek
czynicie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą" (1 Kor 10, 30 - 31); "dziękujcie zawsze za wszystko Bogu Ojcu w imię naszego Pana Jezusa Chrystusa" (Ef 5, 20); "Nieustannie się módlcie. Za wszystko dziękujcie; taka jest bowiem wola Boża w Chrystusie Jezusie względem was"
(1 Tes 5, 17-18). Z przytoczonych wyżej wersetów możemy wywnioskować,
iż dziękczynienie za pożywienie było dla chrześcijan czymś naturalnym.
Co więcej, św. Paweł Apostoł uczył, że należy jeść i pić na chwałę Boga
oraz za wszystko Mu dziękować. Czy modlenie się przed i po jedzeniu nie
jest zatem jednym z najbardziej naturalnych sposobów realizacji tego
apostolskiego polecenia? Jeśli mamy dziękować Bogu "za wszystko", to
dlaczego nie za jedzenie i picie? A który z momentów w dniu, nie jest
bardziej odpowiedni, by podziękować naszemu Panu za jedzenie i picie,
jak nie pora posiłku?
Konkretyzację wyżej cytowanych fragmentów Pisma świętego znajdziemy
także w orzeczeniach soborów, pismach papieży oraz katechizmach.
Przykładowo, Sobór Nicejski II poleca, by: "nawet (...) ci,
którzy wybrali małżeństwo, dzieci i światowe uczucia, jeśli spożywają
posiłek razem, kobiety i mężczyźni, niech się zachowują w sposób
nienaganny, niech złożą dzięki w modlitwie Temu, który im dał pożywienie (...)" (tamże: kanon 22). Jan Paweł II z kolei, w jednych ze swych listów pisał: "W
żadnej chrześcijańskiej rodzinie nie powinno też braknąć wspólnie
odmawianej modlitwy przy posiłku. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie
jeden człowiek musiałby się pod tym względem jakoś przezwyciężyć. Ale
odłóżcie na bok wszelki fałszywy wstyd religijny i módlcie się wspólnie!".
Modlitwa przy posiłku w szczególny sposób uczy nas pokory. Gdy
zasiadamy do stołu, by podziękować Bogu za to, że mamy co jeść, oraz
prosić Go, by pobłogosławił nasz posiłek, niejako przypominamy sobie o
tym, że jesteśmy całkowicie od Niego zależni. Codziennie dziękczyniąc
Bogu za to, że mamy co jeść i pić, uczymy się w ten sposób bardziej
doceniać dobroć i hojność naszego Stwórcy. "Błogosławieństwo stołu" może
być więc dobrym lekiem na nasze tendencje do zarozumiałości i myślenia w
kategoriach samowystarczalności.
Modlitwa przed jedzeniem przynosi nam Boże błogosławieństwa. Dziękując
Bogu za jedzenie i picie oraz prosząc Go, by pobłogosławił nasz pokarm,
uznajemy, że nie jesteśmy niezależni od Stwórcy i samowystarczalni.
Biblia i Tradycja Kościoła nieustannie powtarzają, iż pokora niesie za
sobą Bożą przychylność, zaś pycha wywołuje Boży gniew. "Bóg (...) pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje" (1 P 5, 5); "rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich (...) a wywyższył pokornych"
(Łk 1, 51-52). Jeśli dziękujemy Bogu za to, że mamy co jeść i pić,
możemy spodziewać się, iż będzie On troszczył się o nasze doczesne
potrzeby.
"Błogosławieństwo stołu" jest dobrą okazją do wspólnej rodzinnej modlitwy. Często
trudno jest zebrać się rodzinie na wspólną modlitwę. Modlitwa przy
stole może być dobrym początkiem do zakorzenienia się w rodzinie
regularnego zwyczaju wspólnych modlitw. Modlące się razem rodziny są zaś
jednym z najmocniejszych przyczółków w duchowej wojnie przeciw mocom
ciemności. Tam, gdzie rodziny codziennie modlą się razem, wielokrotnie
spada procent rozwodów oraz małżeńskich zdrad, zaś kłopoty w wychowaniu
dzieci przebiegają zazwyczaj znacznie bardziej łagodnie, niż w innych
rodzinach.
Modlitwa przed jedzeniem jest wyznaniem wiary w Pana Jezusa przed innymi ludźmi. Modlitwa
przy posiłku w miejscu pracy, barze, restauracji i innych miejscach
publicznych, to jeden z najtrudniejszych do zrealizowania postulatów.
Sam nieraz widziałem, jak ludzie, którzy modlili się przed jedzeniem,
gdy byli w wąskim gronie swej rodziny lub znajomych, nagle rezygnowali z
tego, gdy tylko znajdowali się poza bezpieczną przystanią własnego
domu. Jakie są przyczyny tego stanu rzeczy? Zapewne różne. Niektórym
osobom modlitwa przy posiłku w miejscach publicznych kojarzy się z jakąś
religijną ostentacją, jeszcze inni boją się wprawić w zakłopotanie
swych znajomych i bliskich, sądząc, że w ten sposób ludzie, ci zostaną
urażeni lub nie będą wiedzieć, w jaki sposób mają się zachować.
Najczęstszą jednak przyczyną dla której pobożni katolicy wzdragają się
przed modlitwą przy stole w miejscach publicznych jest ludzki strach.
Jest to strach przed ukradkowymi spojrzeniami innych ludzi, jawną bądź
zamaskowaną kpiną lub szyderstwem z naszej postawy, byciem naznaczonym
jako "religijny dziwak". Jeszcze
inną odmianą tego strachu jest obawa, iż tego rodzaju przyznanie się do
wiary w Jezusa, utrudni nam dotychczasowe w miarę "swobodne" życie.
Wiemy lub przeczuwamy, iż z momentem tego rodzaju chrześcijańskiego "wyjścia z podziemia"
nasi znajomi będą baczniej i uważniej przyglądać się temu, jak żyjemy.
Jeśli do tej pory śmiałeś się z dowcipów o rozpuście, używałeś wulgarnej
mowy, okłamywałeś szefa, to po tym, jak zaczniesz modlić się w
obecności innych przed posiłkiem (nie rezygnując ze swych niemoralnych
zwyczajów) jeszcze bardziej zaczniesz czuć się jak zakłamany hipokryta,
która "modli się pod figurą, a diabła ma za skórą".
Trudniej będzie ci czynić zło w obecności innych osób, gdyż ich
spojrzenia, a często też słowa, będą cię oskarżać o zakłamanie i
sprzeczność między życiem a wiarą. Wielu zatem nie modli się przed
jedzeniem w obecności innych osób, by móc się czuć swobodniej w swym
złym i występnym życiu.
Cóż można odpowiedzieć na tego rodzaju obiekcje? Oczywiście nie jest
dobrze, gdy nasza modlitwa staje się jakąś ostentacją i stoi za nią
pragnienie, by ludzie nas za to chwalili i podziwiali. Tego rodzaju
postawę faryzeuszów potępił nasz Pan Jezus Chrystus mówiąc o tych,
którzy modląc się, wystają na rogach ulic po to, by byli widziani przez
ludzi (por. Mt 6, 5). Czy to jednak oznacza, że każda publiczna modlitwa
i każde publiczne wyznanie wiary jest złe? Oczywiście, że nie. Wszak na
kartach Biblii nieraz czytamy o tym, iż Pan Jezus, Apostołowie, prorocy
i patriarchowie modlili się także w obecności innych ludzi. Gdyby
publiczna modlitwa była zła, Kościół święty zapewne nie polecałby też
swym wiernym uczestniczyć choćby w procesjach eucharystycznych,
pielgrzymkach czy drogach krzyżowych, których ścieżki nieraz wiodą przez
ulice dużych miast. Złe nie jest zatem modlenie się w miejscu
publicznym, ale pragnienie, byśmy byli z tego powodu chwaleni,
podziwiani i szanowani przez innych ludzi. Z powodu modlitwy przy
posiłku, zwłaszcza dziś, możemy być jednak bardziej krytykowani aniżeli
chwaleni, bardziej wyśmiewani niźli szanowani i podziwiani. Dlatego,
jeśli ktoś myśli, iż ujawnienie się z tym zwyczajem, przyniesie mu
doczesną glorię chwały, najprawdopodobniej szybko się rozczaruje. Choć
troska o to, byśmy nie czynili z naszej modlitwy jakiegoś widowiska jest
z pewnością ważna, nie mniej ważne jest byśmy nie wstydzili się swej
wiary w Pana Jezusa. Jeśli uważamy za rzecz dobrą, podziękować naszemu
Panu za pokarm w domu, to dlaczego mielibyśmy nie czynić tego w
obecności innych osób? Co byśmy powiedzieli o mężu, który co prawda
rozmawiałby ze swą żoną w domu, ale poza domem nie odzywałby się do niej
nawet jednym zdaniem? Czy nie pomyślelibyśmy, iż coś w ich małżeństwie
poważnie nie szwankuje, skoro poza mąż poza domem zachowuje się tak,
jakby nie znał swej żony? Słowa Zbawiciela i św. Pawła o tym, iż: "Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie" (Mt 10, 33); (nie należy) "wstydzić się ... świadectwa Pana"
(2 Tm 1, 8) są zbyt ważne, by je lekceważyć. Jeśli jednak, ze względu
na przewidywane, przykre dla nas, reakcje innych ludzi, rezygnujemy ze
zwyczaju, który w zaciszu swego domu praktykujemy, to jakie świadectwo
dajemy swemu Zbawicielowi? Czy nasze postępowanie nie oznacza jakiejś
formy zapieranie się Jego Imienia? Jeśli dziś paraliżuje nas strach
przed czyimś śmiechem, złośliwą uwagą czy choćby spojrzeniem w którym
maluje się zdziwienie, to w jaki sposób mamy przygotować się na o wiele
bardziej dokuczliwe i srogie prześladowania, które muszą nas spotkać,
jeśli tylko będziemy chcieli iść śladami Pana Jezusa? (por. Jn 15, 20). A
co z faktem, iż od momentu tego modlitewnego "wyjścia z chrześcijańskiego podziemia"
ludzie będą znacznie bardziej pilnie i krytycznie obserwować twoje
postępowanie? Powinieneś się z tego tylko cieszyć. Ludzie ci mogą być
bowiem dawno zagłuszanym przez ciebie głosem twego sumienia, który wzywa
cię do zerwania z pewnymi złymi nawykami i upodobaniami.
Jeśli jest zatem tyle argumentów za modlitwą przy posiłku, dlaczego tego nie czynić?