Nadesłał Sławek - BÓG ZAPŁAĆ SŁAWKU
Radio Maryja, Telewizja Trwam,
"Nasz Dziennik", Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej wpisują
się tak mocno w duszę Narodu Polskiego, że żadne zło nie jest w stanie oderwać
tych dzieł od polskich korzeni i od polskich serc. A choć dziś nastąpiła jakaś
kumulacja ataków, jakieś apogeum, to przecież nic i nikt nie jest w stanie
zatrzymać tej misji, jaką Radio podjęło, misji, która będzie trwać i która
przetrwa.
Ta misja przetrwa, wiemy o tym, bo Naród nasz po to właśnie istnieje na tej
ziemi, żeby tej misji bronić. To jest sens naszego istnienia. Wiedział o tym
Mieszko, gdy zakładał państwo polskie, wiedzieli królowie, gdy prowadzili Naród
pod sztandarami Bogurodzicy, wiedzieli święci i męczennicy, gdy za wiarę i dla
nas ginęli. My też o tym musimy wiedzieć i pamiętać, bo w tym jest nasza siła i
nadzieja. Droga do pięknego celu i pięknego życia. Siła nie do pokonania,
nadzieja nie do zniszczenia. Dlatego wytrwamy. Jest pewne, wytrwamy.
Nasza
mediosfera
O tym, jak
ważną rolę odgrywają media we współczesnym świecie, nie trzeba nikogo
przekonywać. Prasa, radio, telewizja, a także internet przenikają do każdego
domu, są w zasięgu ręki. Wystarczy wcisnąć pilota, by otworzyły się przed nami
światy, miejsca i ludzie, znani i nieznani, bliscy i dalecy. Stają się ważni,
bo są w mediach. Więcej, bez mediów tak jakby nie istnieli.
Ale media są różne, nastawione na różnych odbiorców i na różne tematy. Trudno też
ukryć, że z siły i zakresu oddziaływania mediów chętnie korzystają politycy,
chętnie korzysta rynek, by zwiększyć liczbę oddanych sobie sympatyków, wyborców
lub klientów. Ostatecznie media stać się mogą narzędziem indoktrynacji i
zniewolenia, koterii lub demoralizacji. Z cudownego środka społecznego
komunikowania stają się trucizną zakłamywania. Media mediom nierówne.
W naszej Ojczyźnie był czas, gdy najważniejsze media były własnością jedynej
partii rządzącej, partii komunistycznej (PZPR). Władza zdawała sobie sprawę, że
chcąc całkowicie panować nad Narodem Polskim, trzeba mieć pełną kontrolę nad
mediami. Potem przyszedł czas, gdy media otworzyły się na pluralizm, gdy
wydawało się, że różne "opcje" będą mogły spokojnie wyrażać swoje
poglądy, zaś media postkomunistyczne znikną samoczynnie jako relikt niechlubnej
przeszłości. Ale to było tylko złudzenie, a pluralizm okazywał się coraz
bardziej pozorowany. W grę wchodziła zbyt wielka stawka, by sprawę mediów
pozostawić własnemu biegowi. Na celowniku środowisk decydenckich, sięgających
korzeniami PRL, znalazły się media niezależne od układu władzy i wpływowej
finansjery. Do takich mediów należą przede wszystkim Radio Maryja i Telewizja
Trwam, których zasięg oddziaływania przekracza granice Polski i sięga tam, gdzie
działa internet lub łączność satelitarna, czyli praktycznie wszędzie.
Wojna
światów
Radio Maryja i Telewizja Trwam stanowią swoisty fenomen medialny, ponieważ na
poważnie, a nie dla pozorów, korzystają z wolności słowa zagwarantowanej przez
Powszechną Deklarację Praw Człowieka (1948) oraz Konstytucję RP (1997).
Korzystają i wykorzystują tę wolność po to, żeby przekazywać prawdę i czynić
dobro. A choć brzmi to wręcz banalnie, to przecież każdy, kto potrafi logicznie
i krytycznie myśleć, zdaje sobie sprawę, że to wcale nie jest powszechna
praktyka większości mediów. Że media używają i nadużywają wolności słowa po to,
by kłamać i manipulować, by propagować zło, by redukować pragnienia ludzkie do
wymiaru biologicznego, pomijając wszystko, co należy do sfery duchowej i
religijnej. A właśnie w Radiu Maryja i w Telewizji Trwam odnajdujemy poczucie
obowiązku i odpowiedzialności za przekazywane słowo i poruszane treści.
Człowiek, do którego ma docierać ten przekaz, traktowany jest jako ktoś, kto ma
prawo do prawdy, dobra i piękna, w tym również do zbawienia, bo nie jest jedną
z przemijających rzeczy, ale jest osobą.
Właśnie wymiar osobowy słuchacza Radia Maryja, sympatyka Telewizji Trwam i
czytelnika sięgającego po "Nasz Dziennik" stanowi o sylwetce
docelowej odbiorcy tych mediów, jakże różnych od papki serwowanej przez szereg
gazet, radiostacji czy kanałów telewizyjnych, dla których człowiek to istota
jednowymiarowa, łatwowierna, ograniczona, nielogiczna i słaba, a więc ktoś, a
może coś, co staje się łatwym łupem wielkiego biznesu i bezwzględnej polityki.
Następuje zderzenie dwóch światów, dwóch cywilizacji, choć znajdują się w
jednym i tym samym kraju. Ponawiane praktycznie od samego początku ataki na
Radio Maryja, których kulminację stanowi odmowa udzielenia miejsca na
multipleksie Telewizji Trwam, nie mają charakteru polemiki czy dialogu, ale
płyną z autentycznej nienawiści, która nie cofa się przed kłamstwem,
pomówieniem i manipulacją, łącznie z próbą użycia środków
administracyjno-politycznych, by Radio Maryja zamknąć i wyeliminować. W tym
momencie deklarowana i gwarantowana prawem (Konstytucja) i ustrojem
(demokracja) wolność słowa staje się pozorna, iluzoryczna.
Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego są środowiska, które nie potrafią polemizować
i dyskutować? Skąd aż tyle nienawiści? Trudno na te pytania wyczerpująco
odpowiedzieć, ale są to pytania na tyle ważne, że odpowiadać trzeba.
Komu przeszkadza Radio Maryja
Wiemy, że Radio Maryja odwołuje się do wartości chrześcijańskich i
patriotycznych. Ale takie sformułowania brzmią na tyle abstrakcyjnie czy
ogólnikowo, że nie pociągają za sobą jeszcze wyraźnych postaw, ocen czy
działań. Dopiero gdy sięgniemy do konkretnych osób i zdarzeń, do jasnych
komentarzy, do odważnych przykładów, dopiero wtedy uświadamiamy sobie z całą
mocą, co znaczy wiara i czym jest miłość do Ojczyzny. Bo miłość i wiara
wyrażają się w działaniu, w czynie konkretnych osób, konkretnego narodu, który
ma swoich bohaterów, znanych również z imienia i nazwiska, który ma swoich
świętych, ale i oprawców, zdrajców, renegatów. Bez konkretnego działania nie ma
miłości i nie ma wiary. Jeżeli teraz uświadomimy sobie, że komunizm w formie
zinstytucjonalizowanej zagnieździł się w naszej Ojczyźnie po to, by odebrać nam
naszą tożsamość, narodową i religijną, byśmy nie żyli jak Polacy i jak
katolicy, byśmy przeszli na obcą stronę lub stali się ludźmi drugiej kategorii,
to wszystko staje się jasne: przecież taka idea przyświecała zaborcom i do niej
nawiązali ci, którzy nie rządzili naszym państwem z woli Narodu, lecz z nadania
Związku Sowieckiego.
PRL trwała zbyt długo, aby nie pozostawiła głębokich ran w polskim
społeczeństwie. Stąd proces tzw. transformacji ustrojowej, rozpoczęty w 1989
roku, zwany odzyskaniem niepodległości, a pozbawiony tak istotnej dla
prawdziwej odnowy dekomunizacji, przybrał postać momentami karykaturalną albo
wręcz tragiczną, ponieważ głównymi beneficjentami owej transformacji stali się
komuniści, partyjna nomenklatura i rozbudowane służby specjalne, cywilne i
wojskowe. Wszystko to działo się i dzieje w nowych warunkach geopolitycznych i
ideologicznych, gdzie z jednej strony oddziałują imperialne wpływy moskiewskie,
a z drugiej socjalistyczne wpływy brukselskie. W jednym i drugim wypadku patriotyzm
i wiara naszego Narodu stanowią przedmiot skomasowanych ataków i agresji
propagandy medialnej tych środków masowego przekazu, które w większości
pozostają pod wpływem lub są po prostu własnością obcego kapitału albo też
podlegają bezpośrednio rządowi, który krok po kroku realizuje program demontażu
podmiotowości Polski we wszystkich sferach, takich jak kultura, ekonomia,
gospodarka czy polityka.
Na dobre i
na złe
Nic więc
dziwnego, że gdy Radio Maryja idzie pod prąd takim tendencjom i prowadzi rzetelną
działalność informacyjną, gdy promuje wielkość i bogactwo kultury polskiej, gdy
zaprasza specjalistów od ekonomii, gdy oddaje głos sprawdzonym i uczciwym
politykom - to staje się przedmiotem niewybrednych ataków, ponieważ osłabia i
spowalnia proces destrukcji naszego państwa. Stawka jest olbrzymia, choć siły
są nierówne. Ale właśnie dlatego, że stawka jest tak olbrzymia, nawet większa
niż nam się wydaje, ponieważ nie ogarniamy skali dobra, jakie możemy jeszcze
utracić, więc dlatego nie tylko przez rozum, ale i przez serce, dobra tego
bronimy. I takie właśnie pragnienie przenika miliony serc oddanych Polsce,
serc, które chłoną programy emitowane na falach Radia Maryja, ponieważ wiedzą,
czują, rozumieją, że na dobre i na złe - tam jest Polska, którą próbuje się nam
wydrzeć, zabrać, porwać. Stąd właśnie ten ból i krzyk, ale nie rozpacz. Rozpacz
na pewno nie, bo w tym wszystkim dochodzi do starcia z jakimś potwornym złem,
którego obecność czujemy, ale którego źródeł i postaci nie potrafimy tak
naprawdę nazwać. To sprawia, że wobec takiego zagrożenia nabieramy wewnętrznej
siły i stajemy się poważni. A zło działa racjonalnie, bardzo racjonalnie i
konsekwentnie, ale bez serca. Brakuje mu polskiego serca, dlatego uderza w nas
niemiłosiernie.
To już nie chodzi o media jako media, bo w końcu na świecie działają tysiące,
setki tysięcy rozgłośni. Tu chodzi o namacalne odsłanianie dobra i obnażanie
zła, na które odpowiedzią jest szczera i głęboka modlitwa. Codziennie, co noc.
Modlitwa żywa, która nie jest odtwarzana z taśmy, z płyty, z komputera, lecz za
każdym razem płynie z palącego serca... i powtarzana jest przez miliony serc.
To nie jest rozpacz, to jest nadzieja.
Niezwykłą siłą jest nadzieja. Radio Maryja potrafi przedzierać się przez odmęty
zła, by dopatrzyć się nadziei. Tę nadzieję wnoszą ojcowie, siostry,
wolontariusze, wnosi każdy gość, każdy rozmówca, jeśli tylko czuje w sobie
wewnętrzną potrzebę dzielenia się dobrem. Powstaje serdeczna armia, obejmująca
wszystkie kontynenty, ale i morza, bo Radia Maryja słuchają również marynarze,
słuchają i modlą się, przebywając dni i miesiące poza domem i poza Ojczyzną.
Słuchają kierowcy i profesorowie, panie domu i robotnicy, gospodarze i
dyrektorzy, bo wiedzą, że nic nie potrafi tak ukoić tęsknoty, jak głos rodaków,
który dociera do nich za pośrednictwem toruńskiej rozgłośni. Jest to tęsknota
za Polską, Ojczyzną wielkich ludzi, których blask służy za światło dla
kolejnych pokoleń. Za Polską, która ma inne wzory i inne pragnienia, inne
ambicje i inne marzenia niż te, jakie narzucane są nachalnie przez środowiska,
które zamknięte są na polskość, ale które uparcie chcą nami rządzić. Nie dla
nas, lecz nami. Prof. Piotr Jaroszyński
HOMILIA KS. BP SENIORA STANISŁAWA STEFANKA z diecezji łomżyńskiej, wygłoszona podczas Eucharystii sprawowanej na Jasnej
Górze w wigilię XX Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja do Królowej Polski Radio Maryja,
2012-07-07"
Nie jesteś
niewolnikiem, lecz synem i dziedzicem" (Ga 4,3-7)
Najmilsi w
Panu, zgromadzeni przed Maryją, Matką Kościoła, Jasnogórską Matką i Królową
Polski. Zgromadzeni przy Jezusowym ołtarzu, zgromadzeni w tej jakże
reprezentatywnej wspólnocie, którą ojcowie Paulini już opisali w słowie
przywitania. Zgromadzeni na rozpoczęcie wielkiej modlitwy, XX Jubileuszowej
Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja, w czuwaniu wieczornym, w Eucharystii
wigilijnej. Powtórzmy jeszcze raz te słowa, które św. Paweł zapisał, mówiąc o
skutkach narodzin Chrystusowych z niewiasty. "Nie jesteś już niewolnikiem,
lecz synem". Jeżeli zaś synem to i dziedzicem z woli Bożej. W sposób
szczególny modlimy się o wolność. Chcielibyśmy tę modlitwę skierować obejmując
cały świat, każdego człowieka, który w rozmaity sposób doznaje ograniczenia tej
wolności. Zapytajmy najpierw kto zabezpiecza naszą wolność? Wolność każdego
człowieka, niezależnie czy ten człowiek zna dobrodziejstwo Zbawiciela. Czy nie
słyszał Ewangelii. Przecież narodzony z niewiasty Syn, Słowo Odwieczne, Syn
Boga, by służył nam wszystkim, wszystkich nas upoważnił, byśmy mogli mówić
"Abba Ojcze".
To On,
Wcielenie Chrystusa, jest wydarzeniem centralnym dziejów historii. Tej
historii, która opisywana jest często jako zmaganie konkurujących ze sobą
różnych przeciwności, władz, wspólnot, sił. Można historię ludzkości opisać
jednym słowem - "walka". Są nawet takie prądy filozoficzne, które
mówią, że tylko walka jest motorem postępu. Tylko tyle można widzieć w historii
człowieka. A przecież, gdy popatrzymy głębiej i spojrzymy na wszystkie wymiary
życia ludzkiego, to wtedy wracamy z powrotem do tych pierwszych zapowiedzi.
Przecież już w raju usłyszeliśmy, że uwolnienie spod przemocy kusiciela
przyjdzie przez narodzonego z niewiasty. Uwolnienie z grzechu i ta zapowiedź, w
sposób szczególny została powtórzona wtedy, kiedy wydawało się królowi
Achazowi, że sprawę religijną, owszem, można odnieść do jakichś głębszych
sercowych wymiarów, uczuciowych, osobistych, ale on, król na którego nacierają
przedstawiciele koalicji syro-efraimskiej i chcą zdobyć Jerozolimę, on król nie
będzie się do Boga zwracał o pomoc, ponieważ w sprawach publicznych, w sprawach
społecznych, militarnych, politycznych król Achaz nie przewidywał obecności
Boga.
Stąd też prorok mówi, i ty i cały świat otrzyma znak: Panna pocznie
i porodzi Syna. On z niewoli wykupi, z wszelkiej niewoli, z każdego
uzależnienia. Bo On ostatecznie upoważni swoim braterstwem z każdym z nas ten
serdeczny tytuł jakim Boga obdarzamy - "Abba Ojcze". W Nim z mocy
Ducha możemy wołać "Abba Ojcze". A więc ten, który jest Synem, ten
jest wolny i ten jest dziedzicem. Tu jest zakorzenione wszelkie nasze
dziedzictwo, synostwo i wolność. Prawo wolności jest pierwszym i podstawowym
prawem konstytuującym człowieka. Życie Narodu, na tym opierają się wszystkie
inne konstytucje, które chcą uczciwie porządkować grupy społeczne obywateli
państwa i życie międzynarodowe. Zostaliśmy odkupieni spod prawa, które miało
bardzo ograniczony zasięg i ograniczoną optykę i oddani zostaliśmy pod prawo
miłości. Pod wielki manifest rozkochania się Boga w nas i wielkie zaproszenie
do odpowiedzi do wzajemności ku Bogu. A ta wzajemność została ogłoszona w
sposób uroczysty na Golgocie. Wtedy, gdy stawała się faktem. Wtedy, kiedy Jezus
dokonywał dzieła odkupienia. Wtedy właśnie powiedział do Jana: "Oto Matka
Twoja" i do swojej Matki: "Oto Syn Twój" (J19, 26b-27a).
Zostaliśmy oddani tej trosce o wolność. W tym
rozpracowywaniu w szczegółach wielkiej konstytucji miłości, która uwalnia.
Zostaliśmy poddani pod opiekę, pod czułe oczy, wrażliwe serce, mądre
przewodnictwo, wielką pedagogikę Matki Boga i naszej Matki. "Oto Matka
Twoja" (J 19,27). Ale równocześnie, zostaliśmy obdarowani. Nie tylko do
Ojca Niebieskiego możemy mówić "Abba Ojcze", nie tylko do Jezusa
Chrystusa możemy mówić: "Bracie mój i Panie mój", ale do Matki
Najświętszej możemy mówić: "Mamo, Matko". W tych odniesieniach
rodzinnych zabezpieczamy wszystkie przestrzenie wolność człowieka. Dlatego Jan
Paweł II, gdy przebywał tu na Jasnej Górze, w świątyni, w sanktuarium stolicy
duchowej, w Maryjnej świątyni, powiedział, że tu zawsze byliśmy wolni we
wszystkich wymiarach, również tych i społecznych i politycznych. Zapytajmy, w
jaki sposób religia, to zaprzyjaźnienie się, zadomowienie w Bogu dba o wolność,
troszczy się o wolność? Najogólniej mówimy przez właściwe uporządkowanie ładu
moralnego, są takie tematy: religia, etyka, wolność.
Jeżeli ktoś
trochę histerycznie jest przewrażliwiony na słowo "Bóg",
chce jednak poważnie mówić o życiu ludzkim, zostawia Boga a próbuje zatrzymać
się przy słowie "etyka", nawet "niemoralność", a więc
normy, do których dochodzi rozum ludzki w sposób uczciwie poszukiwanych,
różnych przesłanek, przez uczciwie poszukiwane przesłanki, etyka i to zabezpiecza
wolność. Gdybyśmy popatrzyli na całą historię, tam gdzie człowiek uzależnia się
od Boga, tam gdzie nie jest alergicznie nadąsanym, rozgrymaszonym, zarozumiałym
gospodarzem jakiejś maleńkiej działeczki. Działeczki władzy, mądrości, sukcesu,
jakiejś zdobyczy, tam gdzie człowiek wychylił swoją głowę po za krąg
egoistycznego zapatrzenia w siebie i spojrzy Bogu w oczy, tam rozszerza się
przestrzeń wolności. A tam, gdzie jest zniewolenie grzechem zapędzani jesteśmy
w uliczki bez przejścia, w uliczki egoizmu społecznego, czy indywidualnego. Tam
rodzi się wszelkiego rodzaju wymiar pazerności, pycha panowania, królestwo
kłamstwa i wszelkiego rodzaju krzywdy. Kto nas zniewala, kto nam odbiera Boga i
wolność? Najpierw nasz grzech, od tego zawsze trzeba zacząć.
Uzależnienie od niekontrolowanych namiętności. Dzisiejszy
język, zwłaszcza niektóre nauki psychologiczne, społeczne prześcigają się żeby
nas zwolnić od odpowiedzialności. Najdrożsi, gdybyście dobrze weszli w dorobek
niektórych szkół, powtarzam zwłaszcza nauk psychologicznych i społecznych,
zorientowalibyście się, jak jeden przez drugiego utytułowany najwyższymi
naukowymi tytułami profesorów próbuje zwolnić człowieka od odpowiedzialności.
Próbuje uciec od realizmu poznawczego, a przecież nauka to przede wszystkim
troska o poznanie. A tu, pod sztandarem nauki tworzy się kolejne zasłony byle
nie pokazać prawdy o człowieku. Pomyślano między innymi o chociażby takim
słowie: "dobre emocje", "złe emocje". Niby jest w tym jakieś
rozróżnienie, ale to tak brzmi w naszych uszach jak: "dobra pogoda, zła
pogoda", a jak zła to parasol weźmiesz, bo to przecież nic groźnego, za
chwilę będzie dobra.
Uległeś słabości, masz na swoim koncie takie czy inne poważne
nadużycie? To jest ludzkie, trzeba z tym żyć, to trzeba zrozumieć.
Zawsze nawet najsurowszy prokurator znajdzie coś, by ten czyn określić jako
mało szkodliwy społecznie. Zawsze znajdzie się kancelaria adwokacka, która
pomoże wybrnąć poprzez krętactwo paragrafów. Gdyby nawet dopadły cię jakieś
sądy, to nie powinieneś w swoim życiu troszczyć się, dbać o przejrzystość
postawy, ładu. To wszystko przenieśmy na nasz osobisty teren, różni naukowcy i
różni pedagodzy życia społecznego. Ale oprócz tego grzechu pojawiają się dwa
groźne zjawiska. Po pierwsze to jest nasz egoizm legalny. A po drugie to jest
legalny egoizm państwowy. Na czym polega nasz osobisty egoizm legalny? Na tym,
że mamy prawo być pazernymi, mamy prawo oszukiwać, zabierać cudzą własność,
byle tylko znaleźć odpowiedni paragraf. Nieważna jest moralność, poprawność
moralna. Ważny jest legalizm, poprawność prawna. Chociażby taki przykład z
ostatnich czasów. Wymyślono ustawę o upadłości różnych firm. Ile na tej ustawie
ludzie natworzyli wspaniałych fortun. A to, że kilkadziesiąt, czy kilkaset osób
głoduje, to, że kilka tysięcy zostało za granicą i nie ma jak wrócić - to
wszystko jest legalne, na czas zgłoszone. Kradzież na czas zgłoszona,
zatwierdzona. To jest pazerność, pazerność najrozmaitszych szefów firm. Pytam
syndyka: dlaczego Pan nie chce sprzedać, skoro znalazł się właściciel, który
chce przeorganizować duży zakład? Mam na myśli cukrownie w naszych łomżyńskich
Łapach. Widzę tu Białystok. Oni mi zaraz powiedzą, ale Łapy terytorialnie są
bliżej Białegostoku. Oczywiście tutaj są nasi sąsiedzi i tam nie ma żadnej
zwady między nami, ale diecezjalnie Łapy są łomżyńskie, dlatego biskup
łomżyński wie, że tam ludzie głodują.
Ktoś wytłumaczy, przecież syndyk na takim przekazaniu, na takiej
transakcji nic nie zarobi. Skończy się jego rola, a tak to będzie
sprzedawał, po kawałku na wypłaty, nie dla siebie, ale innych. A jak mu się
skończy jest w takich układach w Warszawie, że za chwilę będzie syndykiem
następnej firmy upadłościowej i przeżyje. A co powiedzieć o takich bogaczach, jak
firmy farmaceutyczne? Tysiące ludzi zginęło przez kłamstwo. W to kłamstwo byli
zaangażowani wszyscy z wspomnianymi naukowcami i z mediami na czele. Ktoś powie
no, ale zapłacili karę. Jak można porównywać życie ludzkie z jakimkolwiek
groszem. A poza tym nie martwcie się o tych bogaczy, którzy nawet płacą karę.
Bo wam zaraz powiem, rozłożą ją na dwieście rat i w końcu zapomną, że mieli
takie raty zapłacić. To nasza osobista pazerność, ale jest też wielka
państwowa, legalna. Wydaje się wielkim tego świata, że skoro wygrają wybory to
wolno im władać na każdym poziomie. Nawet sięgnąć do uprawnień samego Stwórcy i
zmieniać prawo boskie, bo oni mają większość w Parlamencie, powiedzmy o
piętnaście czy dwadzieścia głosów.
I to jest największa pułapka w
którą wpada współczesny człowiek i na której kończy się wolność,
demokracja i wszelkiego rodzaju uczciwość. Przecież to parlamenty chcą ustalać,
kiedy wolno zabijać dziecko. Przecież to parlamenty oswajają nas: "no nie
bądźcie tacy bardzo zacofani, nauka poszła do przodu, wyjdźcie naprzeciw
matkom, które chcą mieć dzieci. To nic, że przy okazji zabija się
kilkadziesiąt, kilkaset tysięcy, ale w końcu któreś z nich będzie żyło".
To właśnie to prawo moralne, które Bóg uporządkował, a które parlamenty próbują
przejąć, jako własną kompetencję. Tu dopiero pojawiają się bardzo bolesne
fakty. Amerykanie chwalą się wolnością i demokracją (nie radzę doświadczać tej
demokracji na przejściu granicznym w Stanach), ale posłuchajcie co uchwalili:
"Wolny Amerykanie, jak Ci się nie podoba dziecko, bo urodził ci się synek,
a czekałeś na córkę - masz prawo go zabić". Wolno zabić człowieka dla
osobistego grymasu. Wolność! Wolność! Do jakiego patologicznego pojęcia
wolności doszły te wielkie państwowe egoizmy. A kto stoi na straży tych właśnie
władz zniewalających?
Boję się powiedzieć, bo mam napisane krótkie słowo - media.
A przecież mówię przez posługę mediów modlimy się o wolność mediów. Ale trzeba
powiedzieć strażnikiem wszystkich mechanizmów zniewolenia są media. Wtedy,
kiedy dostaną się w ręce nieuczciwego państwa, albo pazernego bogacza, albo
wtargną w nasze słabe serca. I tu dopiero media, przecież środek wspaniały,
odkrycie wielkie, pożytków bez końca można wyliczać wiele. Te media potrafią
być tak brutalne i tak niszczące. Najdrożsi, pozwólcie, że zacytuję pewną
rozmowę na obrzeżu mediów. Po starej znajomości, rozmawiam z dosyć aktywnym
parlamentarzystą z grupy, która teraz rządzi. To stara przyjaźń, po imieniu
jesteśmy. Przyjaźń trudna, ale jest przyjaźń. Nie mogę się jej wyprzeć. I
mówię: "Czemu nie puszczacie wolnych mediów do głosu? Czemu blokujecie?
Czemu kneblujecie? Czemu upośledziliście wszystkie inicjatywy i szkołę i
poszukiwania geotermalne. Dlaczego?". Oczywiście, konkretyzuję rozmowę na
toruńskiej centrali. Słyszę bardzo spokojną odpowiedź: "No przecież wiesz,
że nawet laureat Pokojowej Nagrody Nobla powiedział: najpierw milion ukraść, a
potem dopiero możemy myśleć o jakimś gospodarowaniu. A poza tym powiem ci
wprost, woleli dać pieniądze na Kulczyka, aniżeli na Rydzyka. Bo Kulczyk da mi
na kampanie. A co mam z Rydzyka?". Przepraszam Ojca Dyrektora, nie było
tam tytułów żadnych, ani doktor ani dyrektor ani ojciec - po prostu Rydzyk. Ja
mówię: "Przyjacielu, Rydzyk niesie prawdę całej Polsce, całemu światu
prawdę. Czy ty nie widzisz w tym podstawowego kapitału?". Nie dał się
przekonać. Spojrzał po starej przyjaźni pobłażliwie na naiwnego seniora
duchownego i mówi tak: "A czy ty myślisz, że z prawdy można wyżyć? A czy
ty myślisz, że na prawdzie można zrobić karierę?". A no tak. Skończyliśmy
rozmowę takim troszkę smętkiem. "Jesteś przedstawicielem tego programu,
który oznaczają w ostatnich latach najpierw błyskawicznie powstające fortuny,
potem niekończące się afery, potem bezradne komisje i na końcu tajemnicze
samobójstwa". W rozmowach prywatnych powiedział z nazwiskiem o jednym
samobójcy, który przekonywał wielkich biznesmenów, jak będzie wyglądać nowy
układ światowego handlu ropą naftową. Naruszył ład sąsiada wielkiego ze Wschodu
i dlatego popełnił samobójstwo. A co robi Rydzyk? Zwołuje rodzinę, mówi o
prawie do życia, daje szansę odbudowy Polski, daje szansę odbudowy każdego z
ludzkich charakterów. Czy to nie jest inwestycja?
I dlatego, najdrożsi, walcząc o wolność zagrożoną trwamy, bo kochamy.
To jest proste. Co to znaczy kochamy? Kochamy, najpierw trzeba zacząć od
naszego własnego serca. Trzeba je oczyścić, uwolnić od egoizmu. Kochamy nasze
środowiska. Trzeba walczyć o elementarną uczciwość, zwłaszcza na terenie
wszelkiego rodzaju biznesu. Ale przede wszystkim kochamy nasze władze, te
najwyższe. Mnie jest niezwykle przykro, gdy patrzę na moich znajomych. Znam
ich, inteligenci. Teraz przed kamerami stają, jako urzędnicy wysokiej rangi i
poniżają godność urzędnika wygłaszając jakieś bezsensowne formułki. Przede
wszystkich ich kocham. To znaczy upominam się o ich godność, Parlamentu,
urzędów i wszystkich reprezentantów życia publicznego. Jesteś synem, a nie
niewolnikiem. A jak synem to i dziedzicem. I dlatego wołamy, to nie jest tylko
sprawa podpisu jednego urzędnika w sprawie jednej rozgłośni.
To jest wołanie o prawdę i sprawiedliwość dla wszystkich inicjatyw
na świecie, które w imię Boga stają przy człowieku. To jest
rozstrzygnięcie na lata całe, na całą przyszłość, bo albo będziemy
niewolnikami, którymi rządzą obce kartele i rozmaite loże posługując się rękami
dobrze opłacanych polskiego pochodzenia funkcjonariuszy, albo zatroszczymy się
o to, byśmy powiedzieli każdemu: Jesteś synem! Jesteś wolny! Jesteś Synem
Ojczyzny! Wolnym gospodarzem naszej wspólnej ziemi i dziedzicem tysiącletniego
dorobku Polaków, którzy krwią i potem budowali szczęście. Wszyscy wychodzimy
aby publicznie upomnieć się o godność człowieka. Człowieka ochrzczonego,
człowieka rozmiłowanego w Bogu, człowieka rozmiłowanego w Ojczyźnie. Człowieka
życzliwego wobec swojego bliźniego. Amen.
ks. bp senior Stanisław Stefanek
OPRAC. J. Poleszczuk