czwartek, 22 marca 2012

Rozważania Męki Pańskiej

Niniejsza praca jest dedykowana

Księdzu Franciszkowi kardynałowi George

Arcybiskupowi Metropolicie Chicago

- z podziękowaniem za kaplice

całodobowej adoracji Eucharystii

Wstęp

Rozważania Męki Pańskiej nie są łatwe. W czasie Mszy Świętej wyznajemy „wielką tajemnicę wiary”: „Głosimy Śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje Zmartwychwstanie, i oczekujemy Twego Przyjścia w chwale.” Tak – ale… Śmierć Boga-człowieka i Jego Zmartwychwstanie – to są po prostu fakty historyczne. Niepodważalne fakty – tak jak stwierdzenia badaczy, że niezwykłe „wdrukowanie” tkanek ciała ludzkiego we włókna Całunu Turyńskiego powstało poprzez rozbłysk energii niezwykłej mocy, energii nie znanej nauce. A sławny Całun jest nie tylko dowodem Męki Zbawiciela – ale przede wszystkim materialnym dowodem Zmartwychwstania. Natomiast Męka Pańska, Eucharystia – o, to – to są dopiero tajemnice!
Być może za bardzo rozważamy Mękę Pańską w kategoriach „Och!” i „Ach!” Być może powinniśmy więcej uwagi poświęcić odtwarzaniu realiów historycznych – bo dopiero one przybliżają nam bezmiar cierpień Zbawiciela.
Być może zapominamy o „wpisaniu” Męki Pana Jezusa w realia egzystencji człowieka. Gdy Pan Bóg wygnał naszego pra-rodzica Adama z raju, mówił mu o uprawie ziemi, o rolnictwie – nie przez przypadek. Bo w raju symbolem osiągania wszelkiego dobra było zrywanie ręką owoców z drzew – łatwe, proste i nie wymagające wysiłku. A na ziemi jest nim praca na roli: systematyczny wysiłek rozłożony w czasie. Jedząc chleb zazwyczaj pamiętamy o trudzie rolnika, ile jest w chlebie nakładu jego pracy. Ale jakże łatwo zapominamy, że to nie rolnik „włożył” w nasz pokarm słońce i deszcz, wyładowania błyskawic i tworzące się wówczas związki azotowe. I nie rolnik stworzył liście i łodygi, korzenie i nasiona – i całą cudownie precyzyjną maszynerię mikrochemiczną w nich zawartą… I chleb jest owocem syntezy Bożej łaski i trudu człowieka – i symbolem osiągania przez człowieka wszelkiego dobra na ziemi. A i jednego, i drugiego – i tejże łaski, i naszego trudu, wymaga to niemało…
Jak łatwo zapominamy, że Rozważanie Męki Pańskiej, to nie jest nabożeństwo tylko na okres Wielkiego Postu! Że jest to lekarstwo, którego potrzebujemy cały rok. Że jest to lekarstwo, które wyzwala… Bowiem tak bardzo wpisuje się w prawdy o naszym życiu, o nas, o społeczeństwie… I wyzwala: od egoizmu, od fałszu, od lenistwa, od niezauważania naszych braci i sióstr, od niezauważania Pana Boga. I od lęku…
Bo dwa tysiące lat temu szedł po ulicach Jeruzalem Bóg-człowiek, dźwigając na zmasakrowanym Ciele ciężar rzymskiego Krzyża…
Odkupił nasze winy. Pojednał nas z Ojcem. Ciało Swoje i Krew uczynił pokarmem – bo pierwsza Msza Święta dopełniała się właśnie wtedy. By „brzemiona nasze” – „Jego brzemiona” – były od tej chwili dla nas słodkie i lekkie…
Nie można oddać wszystkich znaczeń Męki Pana Jezusa w jednym rozważaniu. Zresztą, nie wiadomo, czy tak naprawdę nie zaczniemy tych prawd poznawać dopiero w Niebie. Ale jedno można… Można się w nich zanurzyć, jak przy brzegach ogromnego oceanu… I odczuć niewyobrażalną Miłość, Miłość która zechciała Odkupić nas właśnie w taki sposób, najdoskonalszy. Będący całkowitą odwrotnością wszystkiego, co narzuca książę ciemności, książę egoizmu – książę tego świata…
Miłość, która podjęła to dzieło dla Ciebie, i dla mnie – dla nas! Bo tak nas, tak niezasłużenie z naszej strony, tak niepojęcie, tak nas… Kocha!
Pozostaje mi prosić najpokorniej Jego – Boga i Zbawcę – by dołączył do słów tej broszury Swoje niepojęte Łaski – Łaski Ducha Świętego – by nas otwierały na tę Miłość…

Bądź uwielbiony, Boże mój i Zbawco!


Rozważania o Męce Pańskiej

(Z uwzględnieniem świadectwa Ewangelii, pism Świętych, zwłaszcza Anny Katarzyny Emmerich oraz badań Całunu Turyńskiego.)

Rozważanie wstępne:

Bogactwo treści duchowych i teologicznych zawarte w polskich pieśniach religijnych czasami wprost zdumiewa. Poeta Karpiński w kolędzie „Bóg się rodzi” zawarł słowa: „Moc truchleje, ma granice Nieskończony…” Trudno o lepsze oddanie cudu Wcielenia, tego cudu Bożej łaski dla człowieka i świata. A o Męce Pańskiej inna polska pieśń głosi: „Gdy w przepaść Twej Męki wchodzę…”
Tak – właśnie – zanurzmy się w tę „przepaść”, w ten ocean Bożej Miłości i Łaski. Boże Wcielenie dopełniło się w dziele Odkupienia i naszego Zbawienia.
Pamiętajmy, że odprawienie Drogi Krzyżowej przynosi łaskę Odpustu zupełnego, pod zwykłymi warunkami.

Przepisy porządkowe:

Niniejsze rozważania powstały przede wszystkim do indywidualnego odprawiania Drogi Krzyżowej. Zachowują jednak ściśle układ tradycyjnego nabożeństwa i mogą być również wykorzystane jako podstawa nabożeństwa odprawianego zbiorowo w kościele. Przepisy prawa Kościoła przewidują, że w czasie tego nabożeństwa powinniśmy być w ruchu, przechodzić od stacji do stacji. Jednakże dla nabożeństw zbiorowych wystarczy, że prowadzący wraz z asystą się przemieszcza – a wierni tylko powstają i przyklękają.

Po podaniu nazwy każdej Stacji będziemy powtarzali:
K: Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie,
W: Iżeś przez Krzyż Twój Święty świat odkupić raczył.

Przed rozpoczęciem każdego rozważania proponuję pieśń: „Któryś za nas cierpiał Rany…”,
po zakończeniu: „Uwielbiam Twoje Rany, zadane w krwawej Męce…”.




Stacja I - Pan Jezus przed sądem Piłata, Pan Jezus na śmierć skazany

Rozważanie:

Panie Jezu, właśnie stałeś się bratem ofiar wszystkich niesprawiedliwych wyroków sądowych, wszystkich zbrodni w majestacie prawa… Właśnie stałeś się ofiarą chciwości, żądzy władzy i zdrady starszych Twego ludu… I ofiarą tłumu, który tak łatwo daje się podburzać i manipulować! Czyż to nie ten sam tłum pięć dni temu śpiewał Ci radosne „Hosanna” i witał Cię jako potomka króla Dawida w Jeruzalem…?
Panie Jezu, właśnie stałeś się ofiarą urzędnika – Piłata. Który wszak próbował Cię ocalić. Ale zastraszany donosem do Rzymu („Jeżeli tak uczynisz, nie jesteś przyjacielem cezara!”) – wybrał drogę tak zwanego moralnego kompromisu. Jeszcze próbował wywołać odruch litości u arcykapłanów i faryzeuszy wpierw skazując Mistrza z Nazaretu na straszną rzymską chłostę, a gdy i to nie pomogło – po prostu zaakceptował zbrodnię. Dla własnej korzyści i tzw. „spokoju”…
Każdy z nas musi sobie tu zadać pytanie: Gdy my popełniamy nasze „moralne kompromisy” – czy przypadkiem razem z Piłatem nie skazujemy Ciebie na śmierć? Ile razy pytamy sami siebie: Może wypadało kogoś upomnieć, może wypadało zaprotestować? Może wypadało się zaangażować? Może należało stanąć w obronie prawdy? – A potem sami siebie „rozgrzeszamy” słowami: „Ale czemu akurat ja mam się wychylać? Narażać? Ryzykować przykrości i problemy?”
Tak – i tak oto stoisz przed nami – Boże nasz i Zbawco – skazany na śmierć!

Zanim Poncjusz Piłat, prokurator Judei, wydał na Ciebie wyrok śmierci krzyżowej – okazał Ciebie starszyźnie żydowskiej i tłumowi po strasznym rzymskim biczowaniu. A wcześniej byłeś ofiarą ciągłego pastwienia się nad Tobą i znęcania – od momentu pojmania po tortury w ciemnicy. Żadnej litości, żadnego współczucia - u tak wielu osób!

Jak wyglądałeś – mój Królu – wtedy? Wiemy na ten temat wiele. Ewangelie, Całun Turyński – materialny dowód Twego Zmartwywstania – i pisma mistyków, dają wiele informacji o tym, przez co przeszedłeś. Nabożeństwo Drogi Krzyżowej tradycyjnie zaczyna się od Twego osądzenia przez Piłata. Ale tyle wydarzyło się wcześniej…
Całuję w duchu Twoje Święte Rany. Całuję Twoją tak dotkliwie pobitą twarz. Całuję wszystkie guzy na Twej Świętej Głowie, wszystkie Rany zadane przez cierniowa koronę. Całuję wszystkie wyrwane Ci włosy – około połowy z głowy i prawie wszystkie z Twej brody. Całuję obrzęknięte powieki i policzki, złamany nos i lewy łuk brwiowy. Całuję wszystkie Rany zadane, gdy z taką zawziętością bito Cię i znieważano – zanim jeszcze stanąłeś przed sądem Sanhedrynu. Całuje wszystkie Rany zadane Ci, gdy znęcano się nad Tobą w ciemnicy.
Całuję wszystkie Twoje Rany zadane przez okrutne biczowanie. Wiemy, że najpierw okładano Cię zwykłymi rzemiennymi batami. Wszędzie – także po rękach i nogach. Potem twardą jak pręt trzciną. Tą trzciną – potem po ubiczowaniu - bito Ciebie także po głowie – na której umieszczono cierniową koronę. To powodowało, że twarde jak szpile kolce wręcz przebijały kości czaszki. A na koniec nastąpiło biczowanie rzymskim batem zwanym „flagrum” – straszne rzymskie „flagellatio” – tak nazywano tę karę. Owe „flagrum” składało się z przymocowanych do drewnianego trzonka trzech grubych skórzanych pasów. Na zakończeniu dwóch zewnętrznych z nich znajdowały się ołowiane hantelki, na zakończeniu środkowego haczykowate stalowe grabki o promieniu krzywizny około 2 cm. Przy uderzeniu, zwłaszcza mocnym, te „grabki” wbijały się w ciało i szarpnięte wstecz wyrywały całe kawałki mięśni i skóry. A hantelki miażdżyły tkanki. Sto uderzeń tym batem było śmiertelne. Całun Turyński pokazuje, że Ty, Boże – otrzymałeś takich uderzeń siedemdziesiąt.
Gdy Piłat zobaczył, Ciebie Boże – po tym biczowaniu – tylko wykrzyknął: „Co oni z Nim zrobili!?”
Po tym strasznym biczowaniu, znęcaniu się nad Tobą, opadłeś bezwładny w kałużę własnej krwi. A potem stałeś, Panie Jezu, Ty - ofiara najgorszego ludzkiego okrucieństwa, sadyzmu, braku litości – w szyderczym czerwonym płaszczu i kornie cierniowej – przed tłumem i członkami Sanhedrynu… Rzymski urzędnik okazał Cię im wraz ze słowami: „Oto człowiek!” – licząc, iż zobaczywszy Ciebie w takim stanie przynajmniej przestaną nastawać na Twoje życie…
Lecz tłum wołał: „Ukrzyżuj Go!” Żadnej litości, żadnego współczucia - u tak wielu osób! Jak musiałeś cierpieć psychicznie słysząc tę nienawiść wobec Ciebie, Który wszak nie uczyniłeś nikomu żadnej krzywdy?

Żadnej litości, żadnego współczucia… Wiemy z Twoich własnych słów, że gdy przyjdziesz nas sądzić... Zadasz pytanie nie tylko o to co czyniliśmy, lecz i o to, co mogliśmy byli uczynić… O dobro, które było w zasięgu naszych możliwości – tylko żeśmy nie podjęli takich działań! Zapytasz, na przykład, o naszą pomoc głodującym… Utożsamisz się z wszystkim najbardziej potrzebującymi i cierpiącymi – i powiesz, że wszystko co uczyniliśmy bądź nie uczyniliśmy im – zrobiliśmy albo nie zrobiliśmy tego bezpośrednio Samemu Tobie…
Aż strach zapytać teraz wielu chrześcijan – jak tam z tą nasza litością i pomocą potrzebującym? Głodującym – dla przykładu… No to ile mieliśmy tej litości i ile żeśmy pomagali? A ile żeśmy mogli…?
Wygodnictwo, lenistwo, dogadzanie sobie, obojętność, bezmyślność… Zwłaszcza wszelkie grzechy pożądliwości ciała, wszelkie grzechy nieczyste…- to te grzechy nasze w szczególny sposób Ty przyjąłeś na Siebie wraz z tym strasznym biczowaniem. I czy przypadkiem my też nie powinniśmy zapytać sami siebie – czy i my nie biczujemy Pana Jezusa – jak to widziała w swoich wizjach św. Faustyna Kowalska? Ta wielka mistyczka miała wizję, w której w czasie Mszy św. widziała biczowanego Pana Jezusa – do którego podchodzili i bili Go wszyscy: kardynałowie, biskupi, księża, świeccy… Straszne – ale prawdziwe.

Od zawsze w dziejach mistyki i w tradycji chrześcijańskiej wiązano te straszne rzymskie biczowanie z ludzkimi grzechami rozwiązłości seksualnej. Twoi kaci – Panie Jezus – musieli być sadystami. Normalny człowiek nie jest w stanie tak znęcać się nad bliźnim… Wspólnym mianownikiem wszystkich grzechów rozwiązłości jest uczynienie z osoby ludzkiej przedmiotu, postawienie siebie samego i własnej przyjemności w roli bożka. A potem… Czyż Twoje Najświętsze Ciało rozrywane przez ten straszny rzymski bat nie stało się podobne do rozdzieranych ciał nienarodzonych dzieci?

Boże nasz i Zbawco – skazany na śmierć przez Piłata – daj nam łaskę poznania naszych sumień… Obudź je Twoją łaską…

Panie Jezu – wraz z Krwią Twoją Najświętszą, w wielką kałużę której opadłeś po tym strasznym biczowaniu, obmyj duszę moją z wszelkich grzechów i wlej we mnie Twoją Miłość… Wraz z tym wyrokiem śmierci, który usłyszałeś – wybacz mi wszystkie moje grzechy, gdy to ja skazywałem Ciebie na śmierć – i wlej we mnie łaskę wierności Tobie… Sam zechciej mnie od tej chwili prowadzić po drodze, jaką jest Twoja Miłość…

„Uwielbiam Twoje Rany zadane w krwawej Męce…”



Stacja II – Pan Jezus bierze Krzyż na Swe ramiona

Rozważanie:

            Według pism Świętych, po wyroku śmierci z Pana Jezusa zdarto stary szyderczy płaszcz królewski, który kazał na Niego włożyć król Galilei i Zajordania – Herod Antypas. Spowodowało to nowe krwawienie z pootwieranych ran zadanych biczowaniem. Ponieważ własne ubranie – w tym tunika wełniana ręcznie tkana przez Matkę Bożą nakładana przez głowę – nie chciały „wejść” przez cierniową koronę – tę ostatnią zdjęto i brutalnie potem ponownie nałożono. Nowe, mało znane, dodatkowe wielkie bóle…
            I potem Krzyż… Całun Turyński wskazuje raczej, że Pan Jezus dźwigał poziomą belkę krzyża, do której przywiązano wyciągnięte w bok obie ręce. Mistycy – w tym św. Anna Katarzyna Emmerich – są jednak zdania, że był to cały długi Krzyż (wspomniany Całun takiej wersji nie wyklucza). Cały Krzyż musiał z pewnością ważyć ponad 50 kilogramów!
            Jeśliby ktoś chciał sobie choć w niewielkim stopniu wyobrazić cierpienia dźwigania Krzyża doznane przez Zbawiciela – cóż, wystarczy sobie pomyśleć jak boli, gdy na jakieś zasinienie, czy gorzej – zakrwawiona ranę – położyć jakiś ciężki przedmiot…
            Wiemy z pism Świętego Bernarda, że właśnie dźwiganie krzyża spowodowało Rany, które Pan Jezus określił jako najbardziej bolesne. Ciężar drzewa nałożonego na wykrwawione, poranione ciało, ciążącego do tyłu i w dół - miażdżącego skórę i mięśnie, i wbijającego się głęboko w plecy i ramiona… Pan Jezus powiedział św. Bernardowi, że dźwiganie Krzyża spowodowało trzy rany głębokie aż do odsłoniętych kości…
            I ten ciężar tak dotkliwy i ból tak wielki - dosłownie przy każdym kroku… A w dodatku Ty, Panie Jezu, byłeś już tak osłabiony, wykrwawiony… Już wtedy dokuczało Ci straszne pragnienie – jeden ze skutków odwodnienia…

            Boże mój, zechciej mi wybaczyć wszelkie moje ucieczki przed cierpieniem – gdy trzeba podjąć wysiłek, aby zrobić coś dobrego. Gdy czynienie dobra wymaga choćby odrobiny wyrzeczenia i odrobiny samozaparcia…
            Całuję Twoje Święte Rany zadane przez dźwiganie Krzyża, które tak czcił Święty Bernard, całuję każdy ślad Twych stóp – i powtarzam słowa Świętego Bernarda, byś odmienił me serce i sprawił, bym wstępując w Twoje krwawe ślady – doszedł do szczęśliwości wiecznej… Bym nauczył się kochać każdy krzyż jaki mi ześlesz, jeśli dasz mi taką łaskę – i bym pomagał jak tylko będę mógł - cierpiącym braciom i siostrom.

„Uwielbiam Twoje Rany zadane w krwawej Męce…”



Stacja III – Pierwszy upadek Pana Jezusa

Rozważanie:

            Tradycja chrześcijańska przekazała nam informację, że w drodze na Golgotę Pan Jezus trzy razy upadał pod ciężarem Krzyża. Te fakty mówią same za siebie, jak ciężka była to droga. Całun Turyński przynosi też informację, jak ciężkie były te upadki. Pan Jezus miał zmiażdżone obie kości rzepkowe, co musiało spowodować dotkliwy ból i obrzęk obu stawów kolanowych. I z każdego upadku podnosząc ciężar Krzyża trzeba było powstać – i kroczyć dalej. Teraz znowu z dodatkowym bólem zmiażdżonych kolan przy każdym ruchu…
            To właśnie przy rozważaniu tej Stacji Męki Pańskiej – Pan Jezus powiedział do św. Anny Katarzyny Emmerich znamienne słowa:
            „Liczne są możliwości postępu – nawet przez upadki. Wołaj mocno, gdy upadniesz. Wierz w Moją Miłość. Przyzywaj Mnie! Czyż nie chwyciłem Piotra, gdy tonął w falach? Gdyby wiedziano, jak bardzo pragnę, by przychodzono do Mnie z prostotą i odrobiną serdeczności… Na ziemi potrzebuję wszystkich Moich dusz. Potrzebowałem twojego przyjścia na świat jako nowego serca do kochania Mnie.
            O wy, którzy jesteście moimi bardziej wrażliwymi przyjaciółmi, przychodźcie zaspokoić Mój głód posiadania Was.”
           
            Skoro Ty Sam, Boski Mistrzu – w Twoich upadkach pod ciężarem Krzyża, i w Twoich powstaniach, by dźwigać go od nowa – wskazujesz nam naukę o powstawaniu z upadków… Ty Sam spraw w nas, byśmy upadali ostatni, a powstawali pierwsi, wzmocnieni i oczyszczeni Twoja Najświętszą Krwią, którą ślady Twych pokrwawionych stóp i pokrwawionych kolan -znaczyły ulice Jeruzalem…

„Uwielbiam Twoje Rany zadane w krwawej Męce…”



Stacja IV – Pan Jezus spotyka Matkę Swoją

Rozważanie:

            Ta scena, przekazana nam przez tradycję i mistyków – jest niezmiernie przejmująca. Boża Matka, wówczas miała lat 46… „Śmiertelnie blada, z oczami czerwonymi od płaczu, owinięta cała płaszczem popielato-błękitnym… Wybiegła z bramy, padła przed Nim na kolana i uścisnęła Go. Widok ten wzruszył niektórych żołnierzy…” Tak tę scenę opisała św. Anna Katarzyna Emmerich.
            Maria, Boża Matka – cały czas współcierpiąca wraz z Jezusem…
            Prawdziwie – przejmująca scena, przejmująca i wzruszająca - jak prawdziwa Miłość…

Wyjednaj mi, Współodkupicielko rodzaju ludzkiego, tę łaskę, bym był gotowy współcierpieć z moim Bogiem i Panem, gdy mnie wezwie, gdy będzie przechodził obok… Znieważony i strasznie umęczony. Bym się wówczas nie odwrócił…
Wyjednaj mi, bym kochał, prawdziwie kochał - i bym był gotowy współcierpieć.

„I Ty, któraś współcierpiała, Matko Boża, Pani świata…”

„Uwielbiam Twoje Rany zadane w krwawej Męce…”



Stacja V – Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi

Rozważanie:

            To wydarzenie odnotowali wyraźnie Ewangeliści. Zarazem zaznaczając, że chodzi o Szymona, ojca Rufusa i Aleksandra. Podkreślając, że chodzi o osoby dobrze ówczesnym chrześcijanom znane. Bóg-Zbawca hojnie wynagrodził Szymona i jego rodzinę Swoimi łaskami…
            Zarazem tekst Pisma Świętego przynosi informację, że Szymon z Cyreny został początkowo do pomocy Zbawicielowi „przymuszony”. Zresztą, któżby chciał pomagać jakiemuś wyszydzanemu skazańcowi, wyjętemu spod prawa… Faryzeusze towarzyszący Panu Jezusowi, a wraz z nimi i Rzymianie – musieli się przestraszyć, że Mistrz z Nazaretu nie dojdzie żywy na miejsce egzekucji i umrze w czasie drogi. Co pośrednio potwierdza, jak ciężki był Jego stan, i jak ciężki był Krzyż…
            Wiemy też, z tradycji chrześcijańskiej i z pism Świętych, że Szymon, zrazu niechętny, doznał przemiany wewnętrznej – i pomógł Zbawicielowi dźwigać Jego Krzyż aż na Golgotę…

            Za Twoim pośrednictwem, Święty Szymonie z Cyreny, błagam Cię, mój Zbawicielu – bym podjął trud współudziału w dźwiganiu krzyża innego człowieka – gdy Ty, mój Bóg, postawisz na mej drodze taką łaskę. Przemień serce moje i otwórz oczy moje – bym widział, że to Ty. Bym widział, że to Ty! I wybacz mi wszystkie wydarzenia, gdy wcześniej nie zauważyłem Twej prośby, by Ci pomóc. Przez wstawiennictwo św. Szymona z Cyreny, wybacz mi!

            „Uwielbiam Twoje Rany, zadane w krwawej Męce…”



Stacja VI – Pomoc Weroniki

Rozważanie:

            Wszelkiej maści moderniści negują teraz to wydarzenie. Mówią, że to ślad czci Całunu Turyńskiego, „Vera icon” – prawdziwego obrazu twarzy Boga-człowieka… Tymczasem Święci mistycy i tradycja przekazują, że chodzi o jak najbardziej prawdziwe wydarzenie. Nadto – jak twierdzi św. Anna Katarzyna Emmerich – chodziło o konkretną osobę, córkę rodzonego brata proroka Zachariasza – ojca Jana Chrzciciela. W dodatku ta kobieta nie podeszła do Pana Jezusa sama, towarzyszyła jej mała dziewczynka, niosąca naczynie z winem, które kuzynka św. Jana Chrzciciela chciała podać Panu Jezusowi do picia. Nie zapominajmy, że zbliżało się południe, i prócz dotychczasowego wykrwawienia i odwodnienia – Zbawicielowi zaczynał dokuczać upał… (Wino rozcieńczone wodą było wówczas najpopularniejszym codziennym napojem w Palestynie.)
            Pisma Świętych, którzy mieli łaskę oglądania wydarzeń Męki Pańskiej, potwierdzają, że tej bratanicy ojca św. Jana Chrzciciela, której imienia nie znamy – a z czasem poczęto ją nazywać Weroniką – udało się otrzeć twarz Pana Jezusa. Rzymscy żołnierze jednak nie pozwolili Zbawicielowi ugasić pragnienia, brutalnie odpychając ową dziewczynkę z bukłakiem.
            To tylko jedno z dodatkowych cierpień Zbawiciela w czasie drogi na Golgotę, bezustannie popychanego, bitego i wyszydzanego. Wiemy z pism mistyków, że nawet niewolnicy i dzieci rzucali w Pana Jezusa kamieniami i błotem.
            Dopiero na tle tych obrazów możemy zrozumieć heroizm uczynku nieznanej z imienia bratanicy św. Zachariasza – ojca św. Jana Chrzciciela – i tej małej dziewczynki, prawdopodobnie jej córki. Dwie osoby spokojnie i odważnie postępujące inaczej, niż cały tłum…
             
            Boże mój i Zbawco – daj mi tę łaskę, bym nie ulegał presji otoczenia. Bym miał odwagę czynić dobro, nawet, a raczej szczególnie – wbrew takiej presji.
            Daj mi tę moralną odwagę – którą czasami tak zdumiewająco potrafią okazywać kobiety i małe dzieci!

            I wejrzyj na nas, na nasze rodziny – bo tyle w nich zła, zła czynionego, jak się tak łatwo tłumaczymy: Bo wszyscy tak robią! Boże mój i Zbawco, zmiłuj się nad nami – i wdrukuj w serca nasze ten obraz! Ten obraz owej kobiety i małej dziewczynki świadczącej Ci dobro, próbujących Ci pomóc… Boże mój i Zbawco – zmiłuj się nad nami! I wybacz nam… Twojemu ludowi, tak łatwo ustępującemu pod presją rozpanoszonego zła… Odciśnij w naszych sercach obraz tej sceny – tak jak pozostawiłeś odbicie Twojego Oblicza na chuście św. Weroniki i… Przemień nas w Twoim Miłosierdziu!

„Uwielbiam Twoje Rany zadane w krwawej Męce…”



Stacja VII – Drugi upadek Pana Jezusa

Rozważanie:

            Pisma Świętych, którym dana była łaska oglądania wydarzeń Męki Pańskiej, przynoszą informację, że ten drugi upadek pod ciężarem Krzyża wydarzył się tuż przed bramą w murach Jerozolimy, tuż przed opuszczeniem miasta. Na nierównościach rozjeżdżonego kołami wozów gruntu, nawet Szymon z Cyreny, dźwigający na sobie część ciężaru Krzyża, nie był w stanie powstrzymać Boga-człowieka przed upadkiem.
            Mistycy podają również informację, że Pan Jezus – Król Izraela i świata całego – zawołał gorzko: „Biada ci, Jeruzalem! Ukochałem cię jak kokosz pisklęta – a ty tak wypędzasz Mnie poza twoje bramy…” (Cytat za św. Anną Katarzyną Emmerich.) Spowodowało to nową furię faryzeuszy, których grupa szła obok rzymskich żołnierzy eskortujących skazańców. Ci faryzeusze korzystali z każdej okazji do szyderstw, bicia czy rzucania w Pana Jezusa kamieniami. Ale w tym momencie w obronie Boga-człowieka wystąpił Szymon z Cyreny zasłaniając Go własnym ciałem i grożąc, że jeżeli nie przestaną, to rzuci Krzyż i nie będzie dalej niósł, choćby go mieli za to zabić… A wszak Święty Szymon z Cyreny nie mógł wiedzieć, komu pomaga – widział w Panu Jezusie tylko nieszczęśliwego człowieka, nad którym nieludzko się pastwiono…
            Boże mój – zaiste szybko postępował ów Szymon po drodze świętości…

            Boże mój – daj mi taką samą łaskę, uświęć duszę moją! Daj mi dźwigać godnie krzyż, który mi dałeś! I daj mi pomagać dźwigać krzyże mych bliźnich - Twój Święty Krzyż! Uczyń mnie godnym tej łaski, i daj mi, abym Cię nie zawiódł! I daj nam, aby naród do którego należę, nie wyganiał Cię z murów swoich miast…

            Pozwól mi ucałować Twe zmasakrowane kolana… Pozwól mi ucałować Twe zmasakrowane plecy i ramiona tak dotkliwie poranione ciężarem Twego Krzyża… Boże mój i Zbawco – przemień serce moje i wszystkich moich bliskich – tak jak serca Szymona, Aleksandra i Rufusa…

            Święta Anna Katarzyna Emmerich, rozważając tę Stację Męki Pańskiej, usłyszała słowa Zbawiciela:
            „Gdy jesteście zjednoczeni z Moimi cierpieniami, wasze wynagrodzenie podoba się Bogu. I dlatego, gdy Mi na to pozwalacie, łączę życie wasze z Moim życiem. Pomagaj mi, aby wszyscy weszli do Nieba i proś tych, którzy już weszli, aby wam pomagali. Mów do moich owiec zagubionych ze słodyczą, z czułością. Jeden szorstki odruch może oddalić ich jeszcze bardziej. Bądź surowa dla siebie, a łagodna dla innych. Chciej służyć, przypomnij sobie, że Ja umywałem stopy, że niosłem ulgę, że uzdrawiałem. Kiedy będzie dosyć Świętych – oblicze świata ulegnie zmianie. Przypomnij sobie – wystarczyłoby kilka tylko osób, by ocalić Sodomę… Powiedz im, aby do Mnie przyszli, aby oddali się Miłości Mojej - tacy, jacy są… Pamiętaj, że Ja zawsze patrzę przede wszystkim na wasze intencje, a dla czynów jestem pobłażliwy, jeśli coś się nie uda.
            Powiedz im, aby przyszli do Mnie!”

            Boże mój, uczyń z nas, jak z Szymona z Cyreny, narzędzia Twojego Zbawienia, Twojego pokoju…

            „Uwielbiam Twoje Rany zadane w krwawej Męce…”



Stacja VIII – Niewiasty Jerozolimskie

Rozważanie:

            Kolejne wydarzenie z Drogi Krzyżowej Pana Jezusa, wyraźnie odnotowane przez Ewangelistów…
            Ale znowu, by je w pełni zrozumieć, musimy odwołać się do świadectwa mistyków. Tu szczególnie pomocne są objawienia na temat Męki Pańskiej Świętej Rity – szczególnej pośredniczki do Miłosierdzia Bożego we wszystkich sprawach beznadziejnych. Św. Rita żyła w latach 1381-1457. Gdy została wdową, wstąpiła do zakonu Sióstr Augustianek. Prosiła Pana Jezusa, by dla zbawienia dusz mogła uczestniczyć w Jego cierpieniach. Otrzymała szczególna łaskę – udział w cierpieniach psychicznych Syna Bożego w czasie Jego Męki. Za jej zgodą Anioł w widzeniu mistycznym zranił czoło przyszłej Świętej cierniem z korony cierniowej. W tym miejscu powstała rana, która nie zagoiła się przez 15 lat – aż do śmierci Rity. Wydzielała ona szczególnie przykry odór – tak, że każdy odwracał się od niej ze wstrętem… Musiała znosić szczególne udręki odrzucenia przez wszystkich… Święta Rita była też wielką mistyczką. „Pomyśl, co Ja czułem – gdy szedłem przygnieciony tak wielkim ciężarem Krzyża przez szpaler ludzi, z których każdy demonstrując pogardę i odrzucenie, odwracał się ode Mnie ze wstrętem – jeśli nawet czynnie Mnie nie atakował.” – Jak mówił Zbawiciel Świętej Ricie…
            Cierpienia psychiczne w czasie Męki Zbawiciela…
            Co czułeś, Jezu, słuchając zeznań fałszywych świadków? Co czułeś, gdy arcykapłan rozdarł szatę, choć go ostrzegłeś, że wprawdzie teraz widzi Cię w poniżeniu – lecz następnym razem ujrzy w Twej Chwale przychodzącego sądzić świat jako Wszechwładny Król? Co czułeś, gdy Sanhedryn zawołał: „Winien jest śmierci!” Co czułeś, gdy podburzony tłum wołał o uwolnienie Barabasza, a potem natarczywie domagał się; „Ukrzyżuj Go! Ukrzyżuj Go!” I jak straszna była Twa Męka i samotność, gdy kroczyłeś przez szpaler ludzi, co najmniej demonstrujących swoją dla Ciebie pogardę i odwracających się od Ciebie ze wstrętem?
            Dlaczego tak Ciebie znienawidzili? Przecież po cudzie rozmnożenia chleba chcieli obwołać Cię Królem?! Przecież pięć dni wcześniej witali Ciebie w Jeruzalem jako potomka króla Dawida wkraczającego do swojej stolicy?!
            Dlaczego tak się od Ciebie odwrócili? Czy widząc Cię poniżonego, pojmanego, poniewieranego – zranienia doznała ich pycha? Oczekiwali bowiem Mesjasza, który zbuduje im królestwo ziemskiej potęgi, bogactwa, i władzy nad innymi narodami? A nie Mesjasza, który przyszedł budować Królestwo prawdy, sprawiedliwości i pokoju…? Takie same dla wszystkich narodów…?
            Czy to dlatego było tak łatwo ich podburzyć? Czy to dlatego okazywali tyle pogardy, odrzucenia, wstrętu do Ciebie – a tak wielu, i czynnej agresji…?
            I jedyne wyjątki w tej zbiorowej reakcji – to była Twoja Matka i grono towarzyszących Jej osób, owa kuzynka św. Jana Chrzciciela wraz z tą małą dziewczynką, św. Szymon z Cyreny – oraz owe grono opłakujących Cię kobiet…??? Jakże tragicznie nieliczne wyjątki!!!
            A Ty, Boże Wszechmogący, Który widzisz skutki w przyczynach – bo szaleństwo pychy ówczesnych Izraelitów musiało doprowadzić do zbrojnej konfrontacji z potęgą Imperium Romanum – wypowiedziałeś Twoje ostatnie proroctwo:
            „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną, ale nad sobą i nad waszymi dziećmi… Oto (wkrótce) nadejdą dni, gdy będą mówić – szczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły i piersi, które nie karmiły! Wtedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas; i do pagórków: Przykryjcie nas! Jeśli bowiem to czynią z drzewem zielonym, cóż dopiero stanie się z suchym?”
            Dantejskie sceny w Jerozolimie obleganej przez Rzymian niewiele lat potem, straszny głód, matki oglądające konające z głodu własne dzieci… Siedmiu synów arcykapłana Kajfasza nie wytrzymało głodu i próbowało ucieczki. Niestety – wszyscy zostali złapani przez żołnierzy rzymskich. A gdy dowiedziano się, że to synowie arcykapłana – wszystkich po kolei ukrzyżowano – tak, by Kajfasz mógł ich widzieć z murów obleganego miasta… Bowiem Rzymianie winili głównie arcykapłana za przedłużający się beznadziejny zbrojny opór…
            Ale w obleganym mieście nie było ani jednego Chrześcijanina. Posłuszni radom swoich proroków, uczniowie Chrystusa opuścili miasto tuż przed przybyciem wojsk Rzymu. Wiemy też z pism mistyków, którzy oglądali wydarzenia Męki Pańskiej, że Pan Jezus odmienił również życie wszystkich opłakujących Go kobiet, które okazały Mu ten gest współczucia…
            Rozmowa Pana Jezusa z tymi kobietami – to musiało wydarzyć się wtedy, po tym drugim upadku, jeszcze przed tą bramą, gdy Szymon z Cyreny swoja zdecydowaną obroną Cierpiącego zaskoczył nękających Go faryzeuszy, a żołnierze eskorty dali Mu chwilę wytchnienia…

            Boże, Który widzisz skutki w przyczynach, odmień serce moje, by troski tego świata, nie zasłoniły mi widzenia Ciebie i Królestwa, które przyszedłeś budować. Boże ocal mnie przed pychą, przed wywyższaniem się nad innych, przed żądzą bogactw. I wybacz mi, gdy tyle razy zapatrzony w sprawy tego świata, zapominałem o Tobie… Tyle razy…
            Boże, Który Jesteś – gdy mówiłeś o tych górach i pagórkach – czy zarazem nie wypowiadałeś „podwójnego proroctwa” – zwróconego tak samo do Tobie współczesnych, jak i do żyjących w czasach ostatecznych? Jakie skutki spowoduje pycha, żądza bogactw i władzy, odrzucenie Twojego Królestwa, Twoich Praw, już wkrótce – dzisiaj? Bo jeżeli takie cierpienia Pan Bóg dopuścił na sprawiedliwego – „drzewo zielone” – to cóż dopiero, gdy pozwoli na zasłużoną karę dla winnych strasznych zbrodni? Do czego doprowadzi dzisiaj ludzka pycha, egoizm, zaślepienie, szaleństwo?
Czy my, wierni Tobie, zasłużymy w ten czas na to, żebyś nas chronił, tak jak Twoich uczniów wówczas? Tak jak potem te kobiety i ich rodziny?

            Mamy nadzieję w Twoim Miłosierdziu…

„Uwielbiam Twoje Rany zadane w krwawej Męce…”



Stacja IX – Trzeci upadek pod Krzyżem

Rozważanie:

            Kalwaria, inaczej „wzgórze czaszki” (Golgota), była eksponowanym wzgórzem na zachód od Jerozolimy, przy drodze do wybrzeża Morza Śródziemnego. Żydowska starszyzna pojechała głównym traktem i wygodnym zachodnim podjazdem na szczyt wzniesienia – natomiast Pana Jezusa eskorta poprowadziła stromą ścieżką wzdłuż murów miasta i poprzez stromy wąwóz za murami. Było to umyślne dodatkowe okrucieństwo. Na tej stromej ścieżce Zbawiciel upadł po raz trzeci. Dotkliwie bity musiał powstać i z pomocą Szymona z Cyreny, skrajnie wyczerpany, dotarł na szczyt wzgórza pokonując stromiznę wzniesienia od strony wschodniej. Tu upadł po raz czwarty…

            Boże mój, pozwól, że chociaż duchowo ucałuję Twoje Najświętsze Rany… Pozwól, że ucałuję Twoje zmasakrowane, obrzęknięte kolana, twoje pokrwawione stopy… Ile kroków musiałeś, Boże mój, wykonać dźwigając ten ciężar? Trzy tysiące kroków? Czy to był cały długi Krzyż? Pozwól, że ucałuję Przenajświętsze Rany, straszliwie głębokie i bolesne na Twoich plecach i ramionach… Pozwól, że ucałuję Twoją ociekającą krwią i potem Twarz, Twoje spieczone usta. Pozwól, że ucałuję całe Twoje, tak już do tej pory zmasakrowane, tyle razy bite, Przenajświętsze Ciało… Była już prawie godzina dwunasta w południe – a Ty niosłeś ten ciężar, tak wyczerpany, wykrwawiony, tak daleko…

            Twoja Matka, Święta Maria Magdalena, Święty Jan Apostoł – którzy również dotarli na wzgórze, zaraz przez młodego chłopca, który im towarzyszył, podadzą żołnierzom dużą sumę pieniędzy i bukłak z winem – by przynajmniej dali Ci się napić. Ale żołnierze pieniądze wezwą, a wino wypiją sami, szydząc przy okazji z Ciebie i z nich… Zaraz potem wpadli na pomysł, by dać Panu Jezusowi do picia mieszaninę wina, mirry i piołunu, których Zbawiciel nie tknął. Wypełniły się słowa proroka Izajasza: „Domieszali trucizny, gdy byłem spragniony…” Skąd w człowieku tyle braku litości, tyle okrucieństwa?
A w świątyni Starego Przymierza w Jerozolimie trwały ostatnie przygotowania do zabijania dziesiątków tysięcy paschalnych baranków. Biedne zwierzęta beczały żałośnie, bezradne i przerażone… I ten dźwięk był wyraźnie słyszalny w całej okolicy Jeruzalem…

            Za wszystkie moje grzechy sprawiania bliźnim cierpień – Boże, miłosierdzia, przebacz…!!!

„Uwielbiam Twoje Rany zadane w krwawej Męce…”



Stacja X – Odarcie z szat

Rozważanie:

            Przed wykonaniem ukrzyżowania należało w drzewie krzyża wywiercić otwory, by ułatwić wbijanie grubych, długich gwoździ. Wymagało to chwili czasu. Ale ten moment wytchnienia dla Pana Jezusa nie trwał długo. Rzymianie krzyżowali – obojętnie czy mężczyzn, czy kobiety – przeważnie nago. Był to rodzaj dodatkowego cierpienia zadawanego skazanym. Były to cierpienia szczególnie dotkliwe dla osób z Bliskiego Wschodu, w których kulturze obnażenie było drastycznym wyrażeniem pogardy.
            Oprawcy Pana Jezusa zdarli z Niego płaszcz i wierzchnią szatę. By zdjąć ową tunikę utkaną przez Matkę Bożą – musieli ponownie zdjąć cierniową koronę. A potem znów ją założyć wśród wszystkich dotkliwych bólów i szyderstw… Tylko opaska wokół bioder przywarła tak mocno, że nie byli w stanie jej zdjąć.
            Krwawienie z wszystkich na nowo otwartych ran, ból przy zrywaniu przesiąkniętych krwią ubrań, wobec tylu ran zmasakrowanego ciała… Całego ciała pokrytego ranami… Niektóre z nich, zwłaszcza te najgłębsze, zadane przez drzewo Krzyża i rzymski bat flagrum, te powyrywane całe fragmenty skóry i mięśni, widoczne w dnie ran kości żeber, łopatek, ramion – przybierały kolor ciemno-sino-czarny. Wkrótce Zbawiciela zacznie trawić wysoka gorączka wskutek zakażenia krwi z tylu głębokich ran…
            Po obnażeniu, w obłudnym szyderstwie, znowu zaproponowali Panu Jezusowi picie. Tym razem ocet z żółcią. Od czego Bóg-człowiek odwrócił głowę…

            Tradycja chrześcijańska zawsze łączyła te cierpienia Boga-człowieka z wszystkimi ludzkimi grzechami bezwstydu, bezbożnymi modami, pornografią…

            Boże, miłosierdzia, przebacz!!!

            Przy rozważaniu tej Stacji, Pan Jezus skierował do Świętej Anny Katarzyny Emmerich następujące słowa:
            „Szedłem Drogą Kalwaryjską i mimo tylu trudów doszedłem. Nie pojmujesz tego dziecko, co to znaczy samotność, opuszczenie przez tyle dusz – i jak bardzo potrzebuję wszelkich rodzajów i przejawów waszej miłości i czułości. Czy serce twoje może być zamknięte na widok Moich otwartych Ran? Czy nie wierzysz, że dzieje się coś w Niebie i na ziemi, gdy Mnie skrwawionego ofiarujesz razem z sobą Ojcu? Na cóż służyłyby Moje boleści? A ty jak korzystasz z dobroci Ojca? Każda modlitwa ma swój odzew, którego Ty nie słyszysz. Proś… Proś… W każdej minucie możesz ocalić tysiące dusz. Pomyśl. Proś. Kochaj. Proś usilnie: Przyjdź Królestwo Twoje. Nadejście godziny Królowania Ojca może być przyśpieszone, jeżeli Jego dzieci będą błagać o to usilnie. Jedno „Chwała Ojcu” – może sprowadzić z oddali nawrócenie duszy, zmienić postawę człowieka, od którego wiele zależy, uspokoić lud, wspomóc Papieża, rozszerzyć akcję misjonarzy, ożywić Boga we wnętrzu duszy, oddać Bogu konającego – poniesionego przez Miłosierdzie Boże. Bądź Moją łaską dla każdego – abyś w obliczu Moich męczenników mogła powiedzieć: - I ja tam byłam – choćby tylko pragnieniem.”

„Uwielbiam Twoje Rany zadane w krwawej Męce…”



Stacja XI – Ukrzyżowanie Pana Jezusa

Rozważanie:

            Spotkałem się z zarzutami w rodzaju: Całun Turyński pokazuje wyraźnie, że krzyżując Pana Jezusa wbito gwoździe poprzez nadgarstki obu rąk – tzw. przestrzeń Destot’a – a „wasi mistycy, stygmatycy – mieli stygmaty na dłoniach, dlaczego?” Także „wasza ikonografia” cały czas błędnie obrazowała ukrzyżowanie – dlaczego?
            Pomijając kwestie malarstwa chrześcijańskiego – długie wieki upłynęły zanim się ono rozwinęło, tak długie, że zapomniano już szczegóły, jak kara ukrzyżowania wyglądała – wyjaśnienia wymaga kwestia stygmatów. Otóż rzeczywiście – i Całun Turyński i współczesna archeologia nie pozostawiają wątpliwości – Rzymianie krzyżowali grubymi długimi gwoźdźmi, przybijając ręce skazańców do krzyża poprzez nadgarstki. Śmierć na krzyżu była śmiercią z uduszenia się. Skazaniec opadał w dół i stopniowo się dusił. Powięzie i ścięgna dłoni ludzkiej były zbyt słabe, by utrzymać ciężar ciała przez nieraz kilka dni – gwoździe wbite w dłonie by je po prostu rozerwały.
            Ale wszak przy stygmatach chodzi nie o perfekcyjną lokalizację, tylko o tożsamość cierpień… Chodzi przede wszystkim o to, by obdarzony taka łaską mógł doświadczyć cierpień podobnych do Męki Pana Jezusa! Zaś nawet lokalizacja identyczna ze ścisłą – po prostu nie jest możliwa, bo wskutek paraliżu nerwu łokciowego uniemożliwiłaby ruchy ręką!
            Krzyżowanie było karą straszną… Grube gwoździe przebijały skórę, mięśnie, powięzie, ścięgna, naczynia krwionośne i nerwy. Straszliwy ból jest tu poza granicami naszej codziennej wyobraźni. Nadto w wąskiej przestrzeni pomiędzy kośćmi nadgarstka, gruby gwóźdź wbijał się pomiędzy te kości, rozsuwał je miażdżąc tkanki i powodował dodatkowy ciągły, straszny ból. „Po drodze” znajdował się też ważny nerw, zwany łokciowym, unerwiający kciuk i większą część dłoni. A potem na takich dwóch ranach skazaniec zwisał całym ciężarem ciała w dół! Oczywiście – był i trzeci gwóźdź, najmocniejszy, którym przybijano do krzyża obie stopy. Ten – podobnie – wbijany miażdżył i rozrywał skórę, mięśnie, ścięgna, powięzie, więzadła, naczynia krwionośne i sploty nerwowe. Nadto, pod wpływem ciężaru ciała stopniowo wbijał się coraz bardziej pomiędzy kości śródstopia do góry, powodując dodatkową nieopisana torturę… I w dodatku, by zaczerpnąć głębiej powietrza i od razu się nie udusić – skazaniec co jakiś czas musiał się na tych ranach podciągać do góry, wijąc się w nieopisanym bólu! Konanie na krzyżu było nieopisaną publiczną torturą. Rzymianie stosowali ten rodzaj śmierci dla najgorszych przestępców, dla żołnierzy-tchórzy, zbuntowanych niewolników itp. Gdy opanowali ziemie antycznej Grecji i dzisiejszej Turcji – krzyżowali złapanych piratów i rozbójników napadających na podróżnych na szlakach handlowych. Efekt był taki, że przez długie wieki nie było chętnych do piractwa czy zbójectwa… Legioniści czy auxillares woleli zginąć, niż nie wykonać rozkazu, a ogromne rzesze niewolników w całym Imperium Romanum praktycznie się nie buntowały… Niewyobrażalne okrucieństwo tej kary działało wprost porażająco! Kto widział konającego na krzyżu – do końca życia tego widoku nie mógł zapomnieć…

            Niewypowiedziana jest symbolika krzyżowania rąk i nóg Zbawiciela. Dodajmy, że Mistrza z Nazaretu ukrzyżowano w sposób dodatkowo najbardziej sadystyczny i okrutny. Kaci, chcąc jeszcze powiększyć cierpienia Pana Jezusa, umyślnie otwory w drzewie Krzyża ułatwiające potem wbijanie potężnych gwoździ – wywiercili w odległości większej niż wynikało to z długości rozciągniętych ramion Chrystusa. Podobnie otwór na gwóźdź do krzyżowania nóg. By ukrzyżować drugą rękę, musieli ją z wielką siłą „naciągnąć” używając mocnego powroza. Podobnie z nogami Pana Jezusa. Tym sposobem wszystkie trzy gwoździe z dodatkową siłą „wbiły się” pomiędzy kości nadgarstków i śródstopia… Powodując dodatkowy nieopisany ból… Nadto takie rozciągniecie rąk musiało wyłamać oba ramiona ze stawów ramienno-barkowych. I w takiej pozycji zawisł Zbawiciel świata na Krzyżu…

            Jego Święte Ręce czyniły tylko dobro. Jego Święte Stopy niosły ludziom tylko pomoc… Jak to fenomenalnie zauważył ksiądz Edward Stańko (książka „Kazania pasyjne”): „To nasze ręce winny być ukarane. Jakże często ręce człowieka biorą udział w grzechu. Ręka sięga po narkotyk czy alkohol. Ręka sięga po cudza żonę. Ręka morduje lub podpisuje fałszywe świadectwo…” Tak – to ręka człowieka dokonuje kradzieży. To ręka człowieka dokonuje krzywdy. To nogi człowieka niosą go, aby czynić zło…

            Jakże niesamowite są słowa polskiej pieśni pasyjnej: „To nie gwoździe Cię przybiły, lecz mój grzech…”

            Boże! Miłosierdzia, przebacz…

„Uwielbiam Twoje Rany zadane w krwawej Męce…”



Stacja XII – Śmierć Pana Jezusa na Krzyżu

Rozważanie:

            Gdy Syn Boży zawisł na Krzyżu, w tym momencie w świątyni Starego Przymierza rozległy się donośne głosy trąb – rozpoczęło się zabijanie paschalnych baranków… Symbolizm kultu nakazanego przez Mojżesza na nieodległym „Wzgórzu Czaszki” wypełniał się jak najbardziej dosłownie…
Wypełniały się symbole i proroctwa Starego Testamentu. W tym wszystkie o cierpieniach tajemniczego Sługi Bożego… Rozłączają się Moje ręce i nogi… Policzyć mogę wszystkie Moje kości… Patrzeć będą na Tego, Którego przebodli… Spragnionego poili Mnie octem… I los rzucają o Moją suknię… Zaliczony był miedzy złoczyńców…
Koszmarne cierpienia Zbawiciela w tak maksymalnie okrutny sposób ukrzyżowanego, nie są możliwe do oddania słowami. Wiemy, pokazuje to Całun Turyński, że Pan Jezus musiał – jak wszystkie ofiary ukrzyżowania – także podciągać się do góry na tych strasznych, nieludzko dodatkowo napiętych Ranach, w nieopisanym bólu, by zaczerpnąć nieco powietrza. Dopóki wystarczyło sił – potem rozpoczęła się agonia…
Krzyżowa Męka rozpoczęła się o dwunastej – w samo południe. Zgon nastąpił po trzech godzinach. I w tym momencie w niedalekiej świątyni odezwały się trąby – zabijanie paschalnych baranków właśnie się zakończyło!
Lecz nie tylko trąby Lewitów oznajmiły zgon Zbawiciela! Nagłe ciemności, które zapadły nad Jeruzalem po Ukrzyżowaniu – niesamowite o tej porze dnia – słońce straciło swój blask jakby w niemym proteście przeciwko ludziom, którzy mordowali swego Boga, Stwórcę i Dobroczyńcę… Silne trzęsienie ziemi o trzeciej po południu – w świątyni na zgromadzonych kapłanów poczęły spadać głazy z murów budynku, a wzgórze Golgoty rozpękło się po silnym wstrząsie… Zasłona w świątyni oddzielająca jej Najświętsze miejsce, gdzie według Izraelitów w szczególny sposób przebywał Pan Bóg – pękła na dwoje – tak jakby Ten, Który Jest… Przeszedł przez tę zasłonę opuszczając świątynię Starego Przymierza! Dokładnie w tym momencie, gdy Boży Syn na nieodległym Krzyżu, wypowiedział Swe ostatnie słowa: „Wykonało się” i „Ojcze, w ręce Twoje oddaję Ducha Mojego!” – I po tych słowach skonał… Zaiste, Stare Przymierze – wypełniło się… I zakończyło!

A minione trzy godziny… Bezustanne wyszydzanie konającego w strasznym cierpieniu Boga-człowieka przez zgromadzonych wokół Krzyża faryzeuszy. Z tym, że świadectwo Ewangelii wskazuje, że tłum gapiów już w tej agresji słownej nie uczestniczył. Może dlatego słowa faryzeuszy brzmiały jak argumenty polemiczne, usiłowały przekonywać: „Innych wybawiał, a Sam Siebie wybawić nie może? Niech zejdzie z Krzyża – to uwierzymy w Niego!” Akurat! Gdyby tak Syn Boży zszedł z Krzyża – to pod wami musiałaby się otworzyć ziemia, jak pod upartym wrogiem Mojżesza, nieprawym Dotanem. I pochłonąć was – tak jak Dotana i jego zwolenników!
Ewangeliści odnotowali, że wydarzenia związane ze śmiercią Mesjasza były tak niesamowite, że tłum prostych ludzi wracał do domów bijąc się w piersi, katów krzyżujących Boga-człowieka ogarnęła trwoga, a rzymski setnik nadzorujący egzekucję „oddał chwałę Bogu”, stwierdzając: „Zaiste, On był Synem Bożym!” Tylko faryzeuszy nic nie poruszyło…

Zaiste, Panie Jezu – skonałeś jako ofiara ludzkiej pychy, chciwości, żądzy władzy, oszukiwania ludu… Także niewyobrażalnej głupoty i zaślepienia, fałszywych teorii religijnych i politycznych, niewdzięczności… Jako ofiara kłamstwa, fałszywego świadectwa, zbrodni sądowej i prokuratorskiej, niewyobrażalnej agresji słownej… Jako ofiara okrucieństwa, niewyobrażalnego okrucieństwa, braku litości, zawziętości, znęcania się, kompromisów moralnych, szantażu, manipulacji i podatności na manipulację… Czy jest rodzaj grzechu, którego nie byłbyś bezpośrednią drastyczną ofiarą?
Skonałeś jako ofiara odrzucenia Boga i jego Prawa… Skonałeś jako ofiara odrzucenia Królestwa, które rozpocząłeś budować, jako ofiara niewyobrażalnej zdrady przez tych, którzy najbardziej powinni Ci służyć…

Zaiste – nabyłeś nas Krwią Twoją – masz prawo odpuścić nam grzechy, nawet najgorsze…

A z Twych siedmiu słów na Krzyżu, te pierwsze, które wypowiedziałeś do ukrzyżowanego wraz z Tobą zwykłego przestępcy: „Zaprawdę powiadam ci, dziś jeszcze będziesz ze Mną w raju”… Co takiego on uczynił, że podążył za Tobą do Nieba? Skarcił swego kompana, który Ci ubliżał? Ujrzał swoje życie w prawdzie? I pokornie polecił się Tobie?
Tak mało wymagasz, mój Boże???

I jeszcze wybaczyłeś Twym prześladowcom: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią!”

I jeszcze dałeś nam Twoją Matkę!

I jeszcze wypowiedziałeś Twój testament z Krzyża, Twą ostatnią Wolę: „Pragnę!” – Twoje pragnienie zbawienia ludzkich dusz. A ile każdy z nas, Ochrzczonych, robi – by wykonać tę Twoją ostatnią Wolę? Co robimy dla ratowania dusz…???

„Uwielbiam Twoje Rany zadane w krwawej Męce…”



Stacja XIII – Zdjęcie Ciała Pana Jezusa z Krzyża

Rozważanie:

Tradycja chrześcijańska rozważanie tych wydarzeń od początku zamieściła wśród Stacji Drogi Krzyżowej. Dlaczego? Otóż – w sposób szczególny kierują one naszą uwagę na współcierpienia matki Zbawiciela. Tej, której Serce przeszył „miecz boleści”. Cały czas cierpiącej wraz z Bożym i Jej Synem… Wszak Pan Jezus był, także jak najbardziej dosłownie jako Bóg-człowiek – Jej Dzieckiem…
Wiemy wprost – jak straszny był to miecz… Wiemy, że trwała pod Krzyżem i była świadkiem trzygodzinnej agonii Pana Jezusa w niewyobrażalnym cierpieniu. Wiemy, że spotkała Go podążającego wraz z Krzyżem na Golgotę. Wiemy ze świadectw mistyków mających łaskę oglądania tych wydarzeń, że była cały czas obecna w czasie wszystkich wydarzeń związanych z kaźnią Jej Dziecka. Wiemy też, że to Ona pierwsza zaczęła odprawianie nabożeństwa Drogi Krzyżowej…
Wiemy, że to Ona zdjęte z Krzyża bezwładne, martwe Najświętsze Ciało obmyła i przygotowała do złożenia w grobie. Wiemy, że to Ona zamknęła oczy Zbawiciela. Ból Niepokalanego Serca, podobnie jak cierpienia Pana Jezusa w czasie krzyżowej agonii - nie jest możliwy do oddania słowami… Może tylko niektóre dzieła sztuki chrześcijańskiej – jak „Pieta” Michała Anioła zbliżyły się do wyrażenia, oddania tego bólu…
Poprzez współ-Mękę Bożej Matki ta Stacja w szczególny sposób kieruje naszą uwagę w stronę takich wartości jak miłość i wierność. Józef z Arymatei odważnie proszący prokuratora Judei o wydanie zwłok i ofiarujący Zbawicielowi własny grobowiec, Nikodem przybywający z wonnościami… Akurat ludzie wpływowi i zamożni, świadomi, że właśnie wykopują pomiędzy sobą, a resztą członków Sanhedrynu, przepaść nie do przebycia. I spokojnie i odważnie wykonujący obowiązki kochającego serca, nie zważając na nic… Święta Maria Magdalena wstępnie okładająca ciało jej Mistrza wonnościami i po raz ostatni obmywająca Jego stopy swoimi łzami. Podobnie inne obecne tam Święte niewiasty… Święty Jan Apostoł, uczeń szczególnie umiłowany, trwający pod Krzyżem do końca i teraz ofiarnie pomagający…
Miłość i wierność… Cóż to za miłość bez wierności? A tę ostatnią tak łatwo pokazują rzeczy codzienne i małe. Z pozoru małe – o których Zbawiciel powiedział: „Kto w małym jest wierny, będzie wiernym i w sprawach wielkich…”

Jak było, mój Boże, z moja wiernością Tobie - w sprawach codziennych i małych…???

            Wiemy, że po wysłuchaniu prośby Józefa z Arymatei, przed zdjęciem z Krzyża, na rozkaz Piłata, zaskoczonego, że Pan Jezus zmarł tak szybko, pod Krzyż udał się delegowany oficer, by upewnić się, że „Król Żydowski” nie żyje. To akurat nie dziwi – krzyżowa agonia mogła trwać długo, to zależało od sił skazańca… Nadto starszyzna żydowska zdążyła domagać się szybkiego usunięcia zwłok – wszak od zapadnięcia zmroku w ten piątek zaczynało się święto Paschy… Ukrzyżowani wraz z panem Jezusem przestępcy jeszcze żyli. Rzymianie – swoim zwyczajem, by przyśpieszyć ich zgon, uderzeniami metalowych sztab – połamali im nogi. To uniemożliwiało podciąganie się do góry i powodowało szybką śmierć. Ów oficer widząc bezwładne Ciało Zbawiciela, jedynie przebił Jego Serce lancą – zadając Zbawicielowi ostatnią Ranę. „I natychmiast wypłynęła krew i woda.” – Jak zaświadczają Ewangeliści. Wypełniło się ostatnie proroctwo Starego Przymierza: „Kości Jego nie będą łamane”. A Paschalny Baranek Boży wylał Swą Najświętszą Krew na ocalenie ludzi – do ostatniej kropli…

„Uwielbiam Twoje Rany zadane w krwawej Męce…”



Stacja XIV – Złożenie Pana Jezusa w grobie

Rozważanie:

Według Świętej Anny Katarzyny Emmerich, pogrzeb Pana Jezusa był bardzo szybki. Żydowskich zwyczajów pogrzebowych kochający Pana Jezusa mieli zamiar dopełnić po święcie Paschy. Powoli zapadał zmrok… A od zmierzchu nie wolno było już pracować, zgodnie z nakazami prawa Mojżeszowego. Ale gdy opuścili grobowiec – czekał już oddział wartowniczy przybyły z rozkazu Piłata i Rzymianie opieczętowali głaz zamykający wejście do grobu. Arcykapłanów i faryzeuszy nagle ogarnął niepokój… Ci znawcy ksiąg Starego Przymierza zrozumieli, że słowami: „Zburzycie Świątynię Bożą, a Ja ją w trzy dni odbuduję” – Pan Jezus zapowiadał swoje Zmartwywstanie!
Uczniowie Pana Jezusa, jak się wydaje – tak nie myśleli. Nie przeczuwali Zmartwywstania. Byli kompletnie zdruzgotani psychicznie. Wydarzenia o świcie pierwszego dnia po święcie Paschy okazały się dla nich kompletnym zaskoczeniem. Do tej chwili widzieli w Panu Jezusie przede wszystkim człowieka.
Nie rozumieli znaczenia Jego Męki. Nawet nie byli wówczas w stanie pojąć, że On, Syn Boży – właśnie doszczętnie i całkowicie pokonał szatana. A gdy zacznie się trzeci dzień – pokona i śmierć. I ponad wszelkie wątpliwości udowodni, że jest Wszechmogącym Bogiem…

A my – ile dzisiaj rozumiemy z Dzieła Odkupienia? Ludziom z kręgu kultur Bliskiego wschodu jest tu chyba nieco łatwiej. Zgodnie z prastarymi tradycjami w tych kulturach – na przykład prawo łaski w stosunku do zabójcy, może mieć jedynie rodzina zabitego. Jeśli oni – bezpośrednio poszkodowani - wyrażą zgodę na odstąpienie od kary, sąd udziela ułaskawienia…
Oto Mesjasz i Syn Boży stał się ofiarą najgorszych ludzkich grzechów. Pychy i chciwości – poczynając od arcykapłanów i elity Jego narodu. Tego „materializmu” narodu wybranego, lecz któż dzisiaj jest lepszy? Nadto: szowinizmu, okrucieństwa, wszelkiej podłości, kłamstwa, zadawania krzywd, znęcania się, obojętności i bezwzględności, moralnych kompromisów, zastraszania i szantażu, fałszywych świadków, zbrodni sądowych i prokuratorskich, podburzania i podatności na manipulację… Nie ma rodzaju zła – którego Syn Boży nie byłby drastyczną ofiarą… Odrzucenie Bożego Prawa… Już w raju Lucyfer kusił naszego pra-przodka Adama, by sięgnął ręką po owoce z drzewa samostanowienia o dobru i złu… Bo – jak kusił – „staniecie się jako bogowie”… I od tego czasu jest to osią wszelkiego kuszenia. A potem są owoce – czyny – wyrządzone naszym bliźnim. Czyli Tobie, Panie Boże!
Panie Jezu, Synu Boży, Boże! Prawdziwie Odkupiłeś nas z win! Pojednałeś nas z Ojcem… Dałeś możność darowania kar za grzechy – choćby najgorsze.
„Drogi Boże nie są drogami ludzkimi.” Ile my dzisiaj rozumiemy z Jego Męki? I czy naprawdę otwieramy Mu drzwi naszych serc, gdy On „stoi i kołacze” – by nas odrodzić i przemienić? By dać nam Jego Zwycięstwo?
I choć wszystkie znaczenia Jego niepojętych cierpień zrozumiemy do końca zapewne dopiero w Niebie – On Odkupił nas w sposób dla Siebie najtrudniejszy, najdoskonalszy, najkorzystniejszy dla nas. Zarazem uświęcając w niepojęty sposób wszelkie trudy i cierpienia człowiecze… A ile razy w naszym życiu zapominamy, że czynienie dobra wymaga trudu? Ile razy zapominamy, że nic dobrego nie może przyjść bez wysiłku, bez samozaparcia?
Ile razy nie chcemy podjąć wysiłku, choćby naszych najbardziej podstawowych obowiązków, a cóż dopiero wspomagać trudy innego człowieka…?

Boże Mój, Który właśnie uczyniłeś Ciało Twoje Chlebem dla Zbawienia ludzi – daj mi dobrze rozumieć symbolikę chleba  - owocu syntezy Bożej łaski i koniecznego ciągłego współudziału wysiłku człowieka… I wesprzyj słabość i nędzę moją, i poprowadź mnie Twoimi śladami, po drodze do Zmartwywstania i Nieba.

Ty, Który przyszedłeś, aby pokazać nam drogę, Który Sam Jesteś Drogą, Który przyszedłeś aby uświęcić wszelkie trudy i cierpienia człowiecze – i pomóc nam dźwigać nasze Krzyże! I stały się one „słodkie i lekkie” – bo Ty idziesz obok i nas prowadzisz!

„Uwielbiam Twoje Rany zadane w krwawej Męce…”

______________________________
ARTYKUŁ OTRZYMANY OD PANI M - ZA CO Z CAŁEGO SERCA SKŁADAM SERDECZNE BÓG ZAPŁAĆ.